...

Szanowny Użytkowniku

25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Poniżej znajdują się informacje dotyczące przetwarzania danych osobowych w Portalu MistrzBranzy.pl

  1. Administratorem Danych jest „Grupa 69” s.c. z siedzibą w Katowicach, ul. Klimczoka 9, 40-857 Katowice
  2. W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Administratorem pod adresem e-mail: dane@mistrzbranzy.pl
  3. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
  4. Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
  5. Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
  6. Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
  7. Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
  8. Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
  9. Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
  10. Administrator informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności.

dodano , Redakcja PS

Głębia smaku w płaskiej postaci

Bywa, że wykonanie jednego zdjęcia wymaga 15 różnych ujęć. I trwa półtorej godziny. Choć zaczynał od fotografowania modelek na wybiegu, dziś jest oficjalnym ekspertem fotografii kulinarnej w Polsce. Poznajcie Jakuba Wilczka i jego trzy złote zasady, dzięki którym ciasto na zdjęciu będzie równie apetyczne jak w rzeczywistości.

Aurora Czekoladowa: Jakubie, je­steś ekspertem fotografii kulinarnej. A ja zastanawiam się, co pojawiło się u Ciebie pierwsze: zamiłowanie do aparatu czy jedzenia?
Jakub Wilczek: Pierwszy był aparat. Wziąłem go do ręki w 2005 r. i zacząłem robić zdjęcia. Ale zanim przed moim obiek­tywem pojawiło się jedzenie, najpierw były modelki. Zaczynałem od fotografii reporta­żowej, robiłem zdjęcia z wybiegów, z back­stage’ów itp.

To dość daleko od fotografii kulinar­nej, zważając dodatkowo na to, iż mo­delki raczej unikają jedzenia… Jakim sposobem przeszedłeś do kulinariów?
Rzeczywiście, to był zupełnie inny świat, w którym spędziłem 3-4 lata. W pewnym mo­mencie zacząłem robić reportaże związane z kuchnią: z eventów kulinarnych, warsztatów z gwiazdami… Właśnie podczas jednych z nich, gdy już zebrałem pewną pulęzdjęć kulinarnych, zacząłem je omawiać z Grześkiem Łapanowskim. I ku mojemu zdziwieniu usłyszałem wielkie wow! Zapytał mnie wtedy, czemu właściwie nie robię zdjęć kulinarnych zawodowo. I tak się wła śnie wszystko zaczęło.

 

Z dnia na dzień rzuciłeś wybiegi i modę?
Pokazałem swoje zdjęcia jeszcze kilku innym osobom związanym ze środowiskiem kulinarnym i nagle okazało się, że mam zlecenia na tego typu sesje. Prócz słów aprobaty, we mnie samym pojawiła się fa scynacja nowym światem. Krył się w nim inny przekaz niż to, co prezentowałem do tej pory. Ciągnęło mnie do jedzenia, które wymaga zupełnie innego rodzaju skupie nia i traktowania, niż to, co fotografowa łem do tej pory. Ale nie od razu stałem się ekspertem. Zaczęło się od żmudnej nauki. To, co było łatwo sfotografować na eventach, nie do końca okazało się oczywiste…

Zapisałeś się na kurs podobny do tego, który sam prowadzisz?
Tego typu kursów w tamtym czasie po prostu nie było. Ba, nawet nie było takich specjalistów. Można ich było znaleźć za granicą, ale zapisanie się na kurs graniczyło z cudem! Nie było kolorowo...

Co więc zrobiłeś? Jak zdobyłeś wie dzę, którą teraz się dzielisz?
Wynająłem od znajomego małe studio fo tograficzne, świeżo otwarte. Przebywałem tam dniami i nocami, ucząc się na własnych błędach. Poświęcałem niesamowitą ilość czasu na jedno zdjęcie, po to by nauczyć się, jak uzyskać pożądany efekt. Brałem do ręki zagraniczne czasopisma i starałem się tak długo kombinować, aż doszedłem do tego, jak dane zdjęcie zostało wykonane. Przy użyciu jakiego kadru, a przede wszystkim światła. Poszerzałem warsztat o coraz to nowe elementy wyposażenia fotograficznego. Uczyłem się. Parę lat to trwało, aż doprowadziło mnie to do tego
punktu, w którym jestem!

 

Czym się różni fotografia kulinarna od tej, którą do tej pory tworzyłeś z udziałem żywego człowieka?
Wbrew pozorom, mimo że odszedłem od fotografii żywego człowieka, wcale nie był to aż tak żywy temat (śmiech). Prawda jest taka, że nie skupiałem się na jednej osobie, opowiadaniu jej historii, a na ubra­niach noszonych przez modelki. I w tym punkcie akurat to, co robię, teraz spotyka się z modą. Na modelce fotografowałem biżuterię, buty, paski, różne dodatki – tak samo jest z jedzeniem. Tu też trzeba poka­zać apetyczne dodatki, jedzenie też błysz­czy jak biżuteria. A już zwłaszcza piękne monoporcje, które uwielbiam! 

Nie brakuje Ci towarzystwa ludzi?
Nigdy tak naprawdę od nich nie odsze­dłem. W sesji często ktoś mi pomaga. Dalej bywam na eventach, gdzie jest mnóstwo osób. Fotografuję też życie w kuchni, re­stauracji, cukierni, włączając w to fotogra­fię portretową szefów kuchni, cukierników. Zresztą ci ostatni często są obecni na sesji.

Pomagają? Czy są po prostu z cie­kawości?
W fotografii kulinarnej chodzi o zrozumie­nie najpierw produktu, który chcemy sfo­tografować. Na talerzu leży efekt finalny, więc bywa, że szef kuchni lub cukiernik musi mi nieco przybliżyć, czym właściwie jest jego danie. Omawiamy razem skład, na co zwrócić uwagę itp. I tym sposobem wzajemnie się od siebie uczymy. Ja o tech­nikach nowoczesnej gastronomii, cukiernicy o fotografii. Tym sposobem teraz już wiem, że espuma to eteryczna pianka, która za­raz opadnie, więc mam 2 minuty na to, by zrobić idealne zdjęcie. Inaczej zmarnuję czas kucharza i całej kuchni…

W fotografii kulinarnej ogromnie ważna jest znajomość produktu. Dlatego Jakub Wilczek często konsultuje szczegóły z autorem dania, który podpowiada mu, na co zwrócić szczególną uwagę, np. fakturę, kolor lub konkretny składnik

 

Rozumiem zatem, że w fotografii ku­linarnej należy działać szybko…
Samo zrobienie zdjęcia to dosłownie mo­ment. Przygotowanie całej sesji to już dłuższa historia. Najwięcej czasu zabiera odpowiednie ustawienie światła. Robi się to najczęściej na atrapie lub półproduk­cie, który ma mniej więcej odzwierciedlić to, co chcemy finalnie utrwalić na zdjęciu. Naprawdę „tracimy” ogrom czasu na do­świetlanie, zastanawianie się, jak położyć światło, by uwypuklić to, co najważniejsze, np. że produkt jest okrągły. Jeśli mamy już ustawione światło, następne jest ka­drowanie: przesunięcie bardziej w prawo, w lewo... Ewentualnie dodanie czegoś, ja­kiegoś dodatkowego elementu.

Ile trwa zrobienie sesji apetycznego talerza?
Jedno zdjęcie może zająć 15 minut. Ale bywa, że i 1,5 godziny.

Aż tyle?! To zależy od tego, jak skom­plikowane jest danie, czy czegoś in­nego?
Bardziej od tego, co jest wokół talerza, czyli tła, otoczenia. Jeśli ma to być zdję­cie „puste”, z jednolitym tłem, sprawa jest prosta. Schody zaczynają się, gdy ma być to zdjęcie stylizowane. Tu już mamy cały szereg pytań, na które trzeba znać odpo­wiedź, zanim przystąpi się do sesji: jaki ma być styl zdjęcia, jaka epoka, kolorystyka, nastrój itp. I wtedy szukamy odpowied­nich dodatków. Prócz tego w takich se­sjach trudniej uchwycić kadr. Bo dodatki robią, np. cienie. Pamiętam jedną z najbar­dziej wymagających sesji, pełną sztućców, salaterek i innych kuchennych dodatków. 12 zdjęć robiliśmy 18 godzin!

Mam nadzieję, że robiliście sobie cho­ciaż krótkie przerwy…
Przerwy nie tylko mogą, ale wręcz muszą być częścią sesji. To czas, by wziąć od­dech i odświeżyć spojrzenie na produkt. Coś przemyśleć na nowo, wymienić się pomysłami z ekipą. Tak długi czas wynika z tego, że zdarza się, iż rozbieramy go­towy talerz na nowo i układamy po kilka razy. Tak, by było widać wszystkie ważne elementy dania. To trudne, bo fotografia jest płaska i nie da się odwrócić na niej talerza dookoła.

 

Bywa tak, że po prostu samo danie sprawia problemy, jest nudne?
Jeśli deser w kadrze jest nieatrakcyjny, to trzeba się zastanowić, czemu on w ogó­le w takiej postaci wylądował na talerzu! (śmiech). Oczywiście bywają jednostaj­ne desery, ciasta. Ale zawsze możemy je urozmaicić dodatkami, samym talerzem lub paterą, która może mieć ciekawą struk­turę. Czasem dodanie jednego mocnego akcentu kolorystycznego zmienia historię zdjęcia, dania. Trzeba podchodzić do dań indywidualnie.

Dobrze, ale czy jest jedna uniwersalna rada dla tych cukierników, którzy lu­bią fotografować swoje prace i wrzu­cać je do mediów społecznościowych?
Jednej nie mam. Ale ważne są trzy zasady, które mogą pomóc w robieniu zdjęć zarów­no aparatem, jak i telefonem. Po pierw­sze, nie używajmy trybu automatyczne­go! Wszyscy mają dziś nawyk wyciągania urządzenia, nakierowania obiektywu na produkt i robienia szybkiego zdjęcia, li­cząc na to, że wyjdzie idealne. Tymcza­sem technika jeszcze tak nie poszła do przodu. Trzeba poznać sprzęt, na jakim się pracuje. Jak reaguje na światło, czy robi zdjęcia ciemne lub jasne. Po drugie, jeśli już znamy nasz sprzęt fotograficzny, to trzeba poznać też produkt, który ma znaleźć się na fotografii.

Zdawałoby się, że skoro cukiernik wy­konał deser lub ciasto, to zna je od podszewki!
Pozornie tak. Zauważyłem pewną cieka­wą zależność w tej branży. Otóż, kucha­rze i cukiernicy zupełnie inaczej widzą produkt, niż chcą, by wyszedł na zdję­ciu. Wynika to z tego, że są również au­torami samego dania lub ciastka. Wiedzą
o nim wszystko i zapominają, że aparat uchwyci tylko jego płaski fragment. Po­winni więc częściej patrzeć na swój pro­dukt nie oczyma, a przez okienko aparatu lub telefonu. Przede wszystkim nie można robić zdjęcia szybko, bez zastanowienia. Warto przyjrzeć się naszemu obiektowi w kadrze. Przez chwilę pochodzić wokół niego z telefonem. Wtedy naprawdę wi­dać, co przeszkadza, czy światło nie jest zbyt ostre itp.

To dwie ważne zasady, jaka jest trze­cia?
Zabawa ze światłem. Często w branży gastro mamy do czynienia z trudnym światłem (ledowe, jarzeniowe), mie­szanką świateł o różnych barwach lub w ogóle jego brakiem. Musimy je po­obserwować, by zobaczyć, jak oświe­tla dany produkt. Czy obejmuje cały element? Czy z jednej strony jest duży cień? Jest ostre czy miękkie? Najczęst­szy błąd to mieszane światło, zwłaszcza we wnętrzach. Połączenie koloru żółtego z niebieskim, które potem ciężko edy­tować nawet w komputerze. Trzymajmy się jednego koloru. Najlepiej, gdy jest to światło naturalne.

uzyskany efekt końcowy to suma elementów takich jak: ustawienie światła, dodatki, faktura podłoża i dopasowany kadr

 

Tobie jest łatwiej pracować z trudnym światłem, gdyż masz różne akcesoria. Ale czy amator fotografii może jakoś sobie pomóc?
Bywało, że i ja nie miałem odpowiednich pomocy na sesji. Warto popróbować z tym, co znajdziemy w otoczeniu, metodą prób i błędów uzyskać zadowalający efekt. Pa-miętam, że pewnego razu próbowaliśmy użyć najpierw obrusu, potem folii alumi­niowej, kartki papieru i w końcu się udało! Nawet ja wciąż się uczę i to właśnie uwiel­biam w fotografii.

A jednak nie da się o Tobie powiedzieć inaczej niż jak o ekspercie branży! Co postrzegasz jako swój najwięk­szy sukces?
Mam małe sukcesy co roku, które mnie samego zaskakują. Za swój sukces uwa­żam, że mogę dzielić się wiedzą, prowadząc warsztaty w Ashanti. W tym roku zostałem też ambasadorem marki Huawei, jako spe­cjalista od fotografii kulinarnej. Jestem też twarzą Canon Polska, jako oficjalny ekspert tej kategorii. Przede wszystkim cieszę się za każdym razem, gdy poznam nieznaną mi technikę, coś nowego.

I tego odkrywania, zagłębiania się w apetyczny świat fotografii kuli­narnej Tobie życzę. Dziękuję za roz­mowę! 


Materiał pochodzi z numeru drukowanego Mistrz Branży wrzesień-październik 2018 



Bieżące wydanie czasopisma

W listopadowym Mistrzu Branży piekarz i pasjonatka rzemieślniczego chleba opowiadają o swojej pasji, własnym rozwoju i konkursie Master Baker Bakepol. Sięgamy drzew i oswajamy nowe smaki z Małgorzatą Kalembą-Drożdż, zastępujemy cukier błonnikiem itd.

  • Wykup prenumeratę

  • Zobacz więcej
    Bieżący numer

    Polecamy przeczytać

    Przejrzyj okrojony numer (Katalog reklam) online lub pobierz PDF >>

    Pełny numer dostępny tylko w prenumeracie >>

    Mistrz Branży

    Maszyny i urządzenia do produkcji