...

Szanowny Użytkowniku

25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Poniżej znajdują się informacje dotyczące przetwarzania danych osobowych w Portalu MistrzBranzy.pl

  1. Administratorem Danych jest „Grupa 69” s.c. z siedzibą w Katowicach, ul. Klimczoka 9, 40-857 Katowice
  2. W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Administratorem pod adresem e-mail: dane@mistrzbranzy.pl
  3. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
  4. Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
  5. Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
  6. Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
  7. Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
  8. Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
  9. Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
  10. Administrator informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności.

dodano , Redakcja PS

Kiedy Twoja firma potrzebuje pomocy (cz. 1. Diagnoza)

Sytuacja w branży nie napawa właścicieli zakładów piekarniczych optymizmem. Do problemów finansowych dołączają kłopoty z personelem, oczekiwaniami ze strony klientów. Przed oczami rysują się im niezbyt pomyślne perspektywy. Co zrobić w sytuacji kryzysowej? Zamknąć zakład? A może jest jakieś inne wyjście?

– Szefie, dzwonili z młyna, mamy wstrzyma­ne dostawy. Prosili, żeby chociaż ostatnią fak­turę zapłacić. Szefie, przyjechali z energetyki, chcą nam odciąć prąd. Szefie, kierowca chce pieniądze na benzynę! Szefie, mieszałka wy­siadła, chyba jakieś łożysko czy coś, w każ­dym razie mówią, że dzisiaj nie dadzą rady tego naprawić. Nie wiem, czy Szef widział, ale olej do pieca się skończył, może jeszcze do jutra pociągną. Szefie, piecowy podobno dzisiaj nie przyjdzie, bo nogę złamał, jak wy­chodził z zakładu, a poza tym trzeba poprosić behapowca, żeby przyjechał, bo chce to zgło­sić jako wypadek w pracy. Aha, mówili, że ta nowa z magazynu, no wie Szef, ta, co jest tak krótko, no ta, co tak o umowę się dopominała, co z nią? W ciąży jest podobno.

Szefie, dzwonili ze sklepu z Piastowskiej, był sanepid, są wściekli, poprzednie zalecenia po­dobno nie zostały wykonane i jak do końca tygodnia wszystkiego nie zrobimy, to zamkną sklep. Póki co dali tylko 500 zł mandatu. Szefie, drugi raz w tym miesiącu była inspek­cja handlowa, mówią, że nasze etykiety są złe, że nie pisze się „waga” tylko „masa”, brakowa­ło też tabeli wartości. Powiedzieli, że decyzja przyjdzie pocztą i tam będzie numer konta do wpłaty grzywny, tym razem niższej, tylko tysiąc. Szefie, szefie, szefie…

Opadasz na stary fotel w biurze, które lata świetności ma dawno za sobą. Już nawet nie pamiętasz, kiedy tu było malowane. Masz dosyć. Nie pierwszy raz masz dosyć. Myśli kotłują się w głowie, przekleństwa cisną na usta. Jak to wytrzymać? Czułeś to kiedyś? Czujesz to teraz? Brzmi znajomo? Chciałbyś uciec, ale jak, gdzie, kiedy? Na głowie masz dziesiątki spraw, gdzie tam dziesiątki, setki, a może tysiące?


Realna ocena sytuacji
Każdy ma swoją historię. Niestety codzienność małych i średnich zakładów jest bardzo zbliżona. Wielu z nas w tej przytoczonej niezmyślonej opowieści odnajduje siebie. Prawda jest taka, że często jesteśmy w tym wszystkim sami, czujemy się opuszczeni, bo tak naprawdę kto lubi prywaciarza? Nawet bliscy nie zawsze. Wokół ciebie jest grupa ludzi z masą oczekiwań, których nie je­steś w stanie spełnić. Kiedyś było inaczej, lepiej, dostatnio. Dziś to niestety tylko wspomnienie. Wracasz sfrustrowany do domu, dobrze, jeśli spotykasz tam cie-płe i wyrozumiałe spojrzenie, które pozwala ci odpocząć, bliscy cię kochają, zyskujesz poczucie bezpieczeństwa choć na chwi­lę. Gorzej, jeśli i tam musisz mierzyć się z brakiem zrozumienia czy wyrzutami, a czasem zarzutami. Wspomnienia ostatnich lat przelatują przez twoją głowę jak filmy różnych gatunków, czasem komedia, czasem dramat, a czasem… horror. Wreszcie idziesz spać, a właściwie tylko leżysz, przewracasz się przez całą noc, bo setki myśli kłębią ci się w głowie. Nad ranem zasypiasz, śni ci się, że towar został spalony, kierowcy pakują nie tak i nie to co trzeba.

Że ludzie porzucili swoje miejsca pracy i sie­dzą na stołach, dopijając ostatni sześciopak. Budzisz się skacowany, choć poprzedniego wieczora nic nie wypiłeś. Czujesz, jak kłuje cię w mostku, i zastanawiasz się, czy to już? Czy wytrzymam raz jeszcze? Po chwili ból przechodzi, czujesz się lepiej, wsiadasz do auta, przy­pominasz sobie, że ostatnie raty leasingu za nie jeszcze są do spłacenia, i jedziesz do piekarni. Auto szefowej już spłacone, na szczęście, dwa miesiące temu. Masz dla niego specjalne określenie: „pomnik głupoty”, bo nie musiało być aż takie drogie, ale co tam, stać nas. Zza zakrętu wyłania się piekarnia, łapiesz się na myśli, że już nie lubisz tego miejsca, już nie chcesz się z tym wszystkim zmagać. Już nie chcesz zarabiać pieniędzy, których w ogóle nie widzisz, bo są one tylko w zeznaniu rocznym wyliczonym przez księ­gową. Chciałbyś złapać oddech, odsapnąć, mieć więcej spokoju. Możesz żyć skromniej, już ci nie zależy, tylko niech zapanuje spokój. Prawda jest taka, że opisana sytuacja to niewyssane z palca bzdury, ale realia życia kilkuset właścicieli piekarń i cukierni. Trwa kolejny ciężki rok, tak naprawdę „jeden z dziesięciu”, a to nie teleturniej. Już od wielu lat małe i średnie zakłady w naszej branży zamykają się i na nikim nie robi to większego wrażenia. Niestety, najczęściej ponosimy konsekwencje naszych złych de­cyzji, nieprzemyślanych zakupów, zaniedbań, arogancji, kiepskie­go traktowania współpracowników, siedzenia w biurze. Wreszcie braku wiedzy fachowej i zależności od pracowników najemnych.

Z premedytacją nie pokazuję czynników zewnętrznych, bo te są podobne dla wszystkich, nie szukam usprawiedliwienia dla sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, nie szukam wymówek. Przez lata w branży pokutowało myślenie, że „jakoś to będzie” – no i jakoś jest. Zaspaliśmy, daliśmy się zwieść mylnemu myśleniu, że wszystko zrobi się samo, że nasze minimalne zaangażowanie wystarczy. Pamiętamy, jak w czasie, kiedy już było źle, pojecha­liśmy na drogie wakacje, a szefowa zamawiała nową kuchnię do zbyt dużego domu. Jest pomysł. Weźmiemy kredyt, przecież obroty jeszcze są, weź­miemy trochę większy, żeby starczyło na spłatę poprzedniego, może zostanie coś na zgaszenie bieżących pożarów. Oddech, kupiliśmy chwilową ulgę. Można odsapnąć. Ale to tylko pozory, niestety. Diagnoza brzmi: nie jest dobrze.



Co dalej? Zaciskanie pasa
Kiedy już zdaliśmy sobie sprawę, jak naprawdę wygląda nasza sytuacja, wypadałoby podjąć jakieś kroki i decyzje. Zaczyna się „zaciskanie pasa”. Ani to przyjemne, ani szybko przynoszące zmia­ny. Jednak bez zakręcenia kurka z pieniędzmi na wydatki nie za­uważymy żadnej większej zmiany. Podejmujemy więc decyzję, że koniec z nowymi kredytami, po­życzkami, chwilówkami. Absolutnie nie prosimy, nie namawia­my, nie naciskamy na rodzinę i znajomych, prosząc o finansowe wsparcie, bo takie zachowanie niszczy relacje. W końcu to my ponosimy odpowiedzialność za aktualną sytuację, nie oni. Poza tym prawie nigdy nie udaje się dotrzymać obiecanych terminów, wtedy w oczach bliskich i znajomych wyglądamy coraz gorzej.

Majątek pod młotek
Spójrzmy wstecz na posiadane zasoby: zbyteczne nieruchomości, budynki, działki i tym podobne. Zapewne generują koszty, nie przynosząc niczego. Oprócz świadomości posiadania i podatku od nieruchomości nie dają nic w zamian, a pomysł, jaki mieliśmy, kiedy je kupowaliśmy, nigdy nie został zrealizowany i pewnie tak już zostanie, bo czasy są inne, bo nasze pomysły zupełnie odstają od rzeczywistości, stały się nieaktualne. Mamy mnóstwo zbytecznych rzeczy, które należałoby natychmiast zamienić w gotówkę. Maszyny, urządzenia i wyposażenie zalega-jące w garażach, stodołach i magazynach trzeba przygotować do sprzedaży. Za mało za nie dostaniemy? Pewnie za mało, ale dużo nie dostaniemy już nigdy. Żal? Jeszcze jak, ale to nie zmieni rze­czywistości. Sprzedajemy za tyle, ile ktoś skłonny jest zapłacić. Czyścimy i naprawiamy (lub nie), zadając sobie trud lub zlecając to komuś (najlepiej naszym dzieciom lub wnukom, obiecując im prowizję, wtedy ktoś zrobi to z radością i przyłoży się do tego, bo nam oczywiście nie bardzo się chce).

Ugoda z ZUS-em
Zapewne mamy zaległości w ZUS-ie. Od 2016 r. możemy podpi­sać z nim ugodę, rozkładając zaległości na kilka lat. Bezwzględnie warto to zrobić, mimo że przygotowanie papierów zabierze trochę czasu, ale w końcu prowadzi do wolności. Podejmujemy dialog ze wszystkimi wierzycielami. To zawsze daje lepszy efekt niż unikanie kontaktu i zaprzestanie jakichkolwiek wpłat. Nie bójmy się słów „przepraszam” czy „proszę wybaczyć”. Nie bójmy się przyznać do winy, że zawaliliśmy i że ponosimy za to wszystko odpowiedzialność. Wtedy wierzyciel będzie skłonny nam współczuć, zamiast oddać sprawę do komornika. To zawsze przynosi pozytywny efekt, telefony milkną, a cała sprawa uczy nas pokory.

Walcz do skutku
Analizując sytuację i podejmując opisane kroki, przede wszyst­kim unikamy stanu załamania i podejmujemy walkę, bo tylko ona może poprawić naszą sytuację. Nie będzie łatwo, ale sami do tego doprowadziliśmy.

***

W następnej części artykułu przyjrzę się możliwym rozwiązaniom. Niestety nie wszystkim uda się wyjść z tarapatów, ale to, w któ­rej grupie się znajdziemy, nie do końca zależy od okoliczności, a raczej od naszej determinacji i pracowitości.

Kiedy Twoja firma potrzebuje pomocy cz. 2

 

Bogdan Smolorz „Biopiekarz”, mistrz piekarstwa 

Prowadzisz rzemieślniczą piekarnię? Potrzebuje pomocy, wsparcia, rady? Porozmawiaj z mistrzem piekarstwa Bogdanem Smolorzem, tel. 602 788 186, e-mail: biopiekarz@gmail.com



Bieżące wydanie czasopisma

W nowym Mistrzu Branży milenialsi rządzą i opowiadają: Maciej Majzon-Wójtowicz o pracy na wysokościach i ciągłym uczeniu się czekolady, Justyna Roszkowska o tworzeniu Pochlebnie, a Joel Kroeker o chlebie pobudzającym do myślenia. Sprawdzamy też RUBY (czekoldę milenialsów!) okiem fachowców i modne trendy w tortach.

Zobacz więcej
Bieżący numer

Polecamy przeczytać

Przejrzyj okrojony numer (Katalog reklam) online lub pobierz PDF >>

Pełny numer dostępny tylko w prenumeracie >>

Mistrz Branży

Maszyny i urządzenia do produkcji