czym jest Mistrz Branży

Mistrz Branży Portal dla piekarzy, cukierników i lodziarzy

Informacje

Kontakt
Telefon: (58) 531 07 47
Kod pocztowy: 83-110
Adres siedziby: ul. 30-go Stycznia 44
Miejscowość: Tczew
Województwo: pomorskie
GG: 1583311
Władze
brak informacji
Statut
brak informacji
Historia
Historia powstania i działalność Cechów w Tczewie począwszy od XIV wieku, zaczerpnięta z książki p.t. Zarys Dziejów Miasta Tczewa z r. 1927, ułożonej przez s.p. Edmunda Raduńskiego.

Najstarszym zawodem zorganizowanym był zawód szewców. Przywilej ich pierwotny, wygotowany 30.XI. 1358, nie zachował się. Podczas pożaru miasta w dniu 4.X.1577 stał się dokument ten, znajdujący się w wieży księżej obok kościoła, wspólnie z innymi pastwą pożaru. Równie starym był cech murarzy. Zupełnie oddzielnie rozwijał się cech rybacki, który lubo będąc najstarszym zrzeszeniem zawodowym w mieście, nigdy specjalnego przywileju cechowego nie uzyskał. Była po temu może przyczyna. Cech tworzyć mogli tylko członkowie trzeciego stanu, t.j. obywatele jakimi rybacy niemalże nigdy nie byli. Byli to tubylcy zamieszkali z dawien dawna nad Wisłą w odróżnieniu od członków innych cechów, pochodzących z rodzin osadniczych niemieckich. Zrazu niezależni, rychło siłą stosunków dostali się pod wpływ i zależność człowieka dzierżawiącego rybołóstwo na Wiśle.

Oddzielny zawód stanowili ceglarze miejscy oraz przewoźnicy, od r. 1451 oddzieleni od rybaków.

Cech szewski uzyskał potwierdzenie nowego swego statutu dnia 2.8.1594. Przywilej wygotowany na pergaminie zachował się do dnia dzisiejszego w archiwum miejskim.

Inne cechy, których statuty nas nie doszły, bez wątpienia tak samo postarały się o potwierdzenie swych praw. Starym cechem był niezawodnie cech kuśnierzy, po którym pozostała stara pieczątka z czasów ok. 1600r. O cechu rzeźnickim wspomina jeden list Tczewian do Gdańska z 1443r. O stolarzach, raczej o cechmistrzu stolarzy wspomina list taki z 1454, a o kowalach podobny list z 1506r. Cech piekarski odebrał pierwsze swoje statuty od Magistratu przed rokiem 1440, jak wynika z pisma Magistratu z marca 1601.

Organizacja cechów oparta była na przywileju. Pewnej ściśle ograniczonej liczbie rzemieślników pozwolono wykonywać zawód w mieście. Wieki średnie nie znały walki o byt, która stwarza wiecznie coś nowego, wynosi jednych, a zabija gospodarczo drugich. Ojciec szył buty sąsiadowi, syn jego, dzieciom sąsiada, wnuk wnukom, niekiedy w piąte i szóste pokolenie, aż przyszła zaraza - tyfus lub dur, która szewca położyła do trumny. Rodzina wygasła. Nowy przybysz z dalekiego miasta żeni się z córką pozostałą lub wdową i rozpoczyna kubek w kubek tę samą pracę.

Organizacja nadana cechom pierwotnym przywilejem przetrwała niemal do XVIII wieku. Dokumenty owe spisane na pergaminie przechowywano w skrzyni cechowej jako cenną zdobycz i dokument praw nabytych, na które się powoływano w razie sporów. Na podstawie tego przywileju mogła w mieście osiedlić się pewna ściśle ograniczona ilość rzemieślników i towary na tylu ławach sprzedawać. Liczba ta u szewców wynosiła 12, u piekarzy 7, u stolarzy 4, u rzeźników 6, a nie zmieniła się przez 400 lat z górą. Cech posiadał nie tylko jedyne prawo wytworu, ale także i sprzedaży w obrębie jednej mili od miasta. Ustawa wykluczała możliwość istnienia specjalnych sklepów z gotowym towarem.

Wobec władzy miejskiej i poszczególnych majstrów oraz organizacji zastępował cech starszy oraz jego zastępca (Aeltermann Compan). Ci dwaj podpisywali wszelkie pisma wygotowane w imieniu cechu zaopatrując je w pieczątkę cechową, rozsądzali spory wśród majstrów i czeladników, tworząc w tym celu sąd cechowy, zarządzali kasą cechową oraz ściągali od członków opłaty komunalne od ław. Zarząd cechu wychodził z wyborów, a pełnił urząd swój zasadniczo jeden rok. Wybory podlegały zatwierdzeniu przez Magistrat.

Według dawnych pojęć, nie każdy chłopak mógł uczyć się rzemiosła. Możności tej nie mieli chłopacy nieślubni, dzieci sług miejskich, włodarzy, stróżów więziennych, leśnych i polnych, zamiataczy, owczarzów, a szczególnie chłopacy hyclów zabijających psy, ściągający skóry z psów, z padliny oraz, jak w innych miastach na Pomorzu, chłopacy narodowości polskiej. Chłopak wstępujący do majstra wykazać się musiał świadectwem urodzenia, w którem czytamy powtarzające się zwroty: “z prawego łoża”, “z rodziców wolnych i uczciwych” oraz “niemieckiej narodowości”.

Po trzyletniej nauce, wyzwolony na czeladnika chłopak puszczał się w świat, daleki często, z pałaszem u boku, pracując i żebrząc w razie potrzeby u majstrów swego zawodu, zostając tam, gdzie miał największe widoki na przyszłość.

Kompetencje sądu cechowego były wcale wysokie. Wyrokował na grzywnę do 100 zł., czyli 1500zł.dzisiejszej monety /1927r./ oraz na wykluczenie z Cechu, równoznaczne z pozbawieniem pracy, względnie utratą praw obywatelskich. Z grzywny połowa szła do kasy Starosty, ćwierć do kamelaryjnej, a reszta do kasy cechowej. Kto miał widoki przejąć po starym majstrze, nie mającym syna, gotowy warsztat pracy, jako zięć lub ojczym młodych sierot, zostawał w nim. Gorzej było, jeżeli nie chciał lub nie mógł się żenić. W tym razie zwyczajem ówczesnym musiał się wkupić. Wysokość wkupu była rozmaita, największa w wieku XVIII. Wynosiła ona np. w cechu rzeźnickim w owym czasie 100 guldenów, sumę w owym czasie dość znaczną, którą nie każdy mógł złożyć. Początkowo wymagano od kandydata, by przez jeden rok pracował za darmo u majstra, po którym chciał objąć warsztat i w tym czasie wykazał swe zdolnosci zawodowe, a biorąc udział w bractwie cechowym wykazał się z żywota poczciwego. W wieku XVIII Cech rezygnował zwykle z jednorocznej pracy, a jako odszkodowanie przyjmował od świeżego majstra kwotę pieniężną zwaną “Frischgeld”. Kwotę tę z reguły odbierał ustępujący właściciel ławy. Zwyczaj wędrowania utrzymał się najdłużej z wszystkich zwyczajów dawnych Cechów, niemal do końca XIX wieku.

Przy każdym cechu istniała kasa cechowa, do której wpływały wpisowe od chłopaków, czeladników i majstrów, a zarządzał nią zarząd. Z funduszy gromadzących się powoli wypłacano zapomogi wędrującym czeladnikom oraz chorym majstrom i podupadłym majstrom. Często udzialano także pożyczek członkom cechu, znajdującym się w potrzebie. Była to średniowieczna kasa pożyczkowa. Rokrocznie na walnym zebraniu cechu wypłacała kasa pewną kwotę na pokrycie kosztów wspólnej biesiady.

Majster nabywał prawo do wykonywania zawodu tylko dla siebie. Z śmiercią jego gasło i prawo jego do wykonywania zawodu. W razie wątpliwości zasięgano rady sąsiednich miast, jak Malborga, Gniewu i Gdańska. Wdowa mogła po śmierci wykonywać zawód przez jeden rok, a niekiedy, o ile prowadziła żywot uczciwy, a była niezamożna, aż do swej śmierci, ze specjalnym zezwoleniem Magistratu, a zgodą Cechu. W razie śmierci obojga rodziców mogły pozostałe dzieci wypiec tylko pozostałe zapasy mąki. Zwykle jednak działo się tak, że wdowa wychodziła za swego czeladnika lub wydawała za niego swą córkę. Z biegiem czasu atoli zakorzenił się zwyczaj zmuszania czeladnika, chcącego zostać majstrem do żenienia się z wdową po majstrze lub jego córką, w przeciwnym bowiem razie, kiedy zabrakło kandydata wolnego stanu lub chętnego do ożenku, żądano od nowowstępującego członka dość znacznego wkupu. Zwyczaj ten utrzymał się do końca 1772 roku. Ostatnim czeladnikiem, od którego zażądano wkupu podług dawnego zwyczaju, lecz nie wniesiono na skutek sprzeciwu wniesionego przez kandydata do rejencji pruskiej, był Stach Nadolski - szewc. Ten pierwszy zapłacił dwa talary do skrzyni cechowej.

Na szczególną uwagę zasługuje cech szewski. W myśl przywileju miasta miało być raz na zawsze 12 ław szewskich, czyli 12 samodzielnych majstrów. Ilość ta utrzymała się do roku 1772. Każda ława płaciła do kasy kamelaryjnej 19 groszy, mniej 2 szelongi, czyli mniej więcej 7 złotych monety z 1927r. Ławy znajdowały się pod ratuszem, gdzie znajdowały się ławy piekarzy, rzeźników i innych rzemieślników. Nowy majster odkupywał zwykle ławę wolną od spadkobierców, a nie mogąc wszystkiego na raz zapłacić, zapisywał kwotę pozostałą na hipotece. Gdy około 1785 roku Magistrat odrestaurowując ratusz, domki te kazał zerwać, piekarze, rzeźnicy i szewcy zaczęli towary swoje sprzedawać w domu. Ławy te były czemś więcej niż zwykłymi straganami, skoro obarczone były hipotekami. Majstrowie piekarscy w zażaleniu swojem na postanowienie Magistratu, który ławy zerwał bez odszkodowania w 1785r., szacują swoje zniszczone ławy, po których nic nie pozostało, gdyż nawet materiały, jak dachówka i drzewo Magistrat zatrzymał, po 100 do 300 zł. Początkowo Magistrat usunął piekarzy, nieco później innych.

Kary za przewinienia członków cechu ustalał przywilej groszami, piwem lub funtami wosku, który szedł na świece do ołtarza brackiego. Na zebrania Cechu, czy z udziałem rodziny czy bez, zwoływał z polecenia cechmistrza najmłodszy majster pod karą jednego funta wosku, zaś członek, który się nie stawił płacił dwa funty wosku. Większym przewinieniem było odebrać sąsiadowi czeladź, skoro płacić trzeba było jedną beczkę piwa na wspólną zabawę. Praca w dni świąteczne warta była 1 funt wosku, tyleż ryzykował majster, który odważył się biec pod drzwi sąsiada, by odmówić mu klientelę.

Całe zapotrzebowanie w mieście pokrywał cech. Sklepów z gotowem obuwiem urządzać nie było wolno, a w okręgu jednej mili obcy szewc nie mógł objeżdżać i zachwalać swego towaru. Jedną beczkę piwa ryzykował majster, któryby sprowadził do miasta gotowe obuwie. Żaden majster nie mógł brać dowolnej liczby czeladników. Nadmiar pracy oddawać musiał majstrom, nie mającym dosyć zatrudnienia, a w razie potrzeby zwracał się po czeladnika do gospody cechowej, zapewniwszy się przedtem czy majster mający mniej czeladzi od niego, czeladnika tego nie chce. W razie braku przcy w mieście , majster mógł szukać jej poza miastem, tracił jednak prawo majstra cechowego, skoro dłużej nad rok przebywał poza miastem. Wypadek taki zachodził jednak rzadko, gdyż ustawa cechowa stwarzała warunki zabezpieczające członków cechu od zupełnego bezrobocia. Zresztą majster, posiadający zwykle swój dom, kilka morgów ziemi, jedną lub więcej krów, warzący nawet od czasu do czasu swoją ilość piwa w swej piwnicy, nigdy nie był w ostatniej biedzie.

Raz do roku cech miewał swoje walne zebrania, kończące się zawsze wspólną zabawą.

Życie schodziło cechom niekiedy na porach o drobiazgi. Takim sporem wlokącym się przeszło sto lat był zatarg o prawo wypieku bułek między dwoma cechami piekarskimi, z których jedni - piekarze chleba ścisłego -mieli monopol na pieczywo ze skórką i przypieczone, a drudzy na wszelkie inne pieczywo. Otóż te dwa cechy pokłóciły się o prawo wypieku i sprzedawania nowo naonczas wymyślonego, a bardzo lubianego gatunku miękkich bułek. Sprawa musiała być bardzo ważna, skoro piekarze wyrabiający wszelkie inne pieczywo, odnieśli się do sądu królewskiego Stefana Batorego, bawiącego naonczas w Malborgu. Było to w dwa miesiące po pożarze miasta, kiedy rąk nie stało do odbudowy wobec zbliżającej się zimy. Król rozstrzygnął na korzyść tych ostatnich piekarzy. Sprawa taoli zajmowała wobec sprzeciwu drugiej strony jeszcze długie lata starostów tczewskich i starogardzkich i pozostała nierozstrzygnięta. W podobnej sprawie dekretował w 1677r., więc okrągłe sto lat później, król Jan Sobieski w procesie cechów gdańskich. Ponieważ orzekł, że ten rodzaj bułek jest nowym zupełnie wymysłem, o którym za czasów ustanowienia cechów nic nie wiedziano, przeto ani jeden, ani drugi cech piekarzy nie może sobie rościć prawa do wyłącznego ich sprzedawania, ale każdy piekarz, byle by do jakiego cechu należał, ich zbytem trudnić się może. Wyrok ten w praktyce obowiązującym był dla cechów tczewskich.

Czeladnicy tworzyli zwykle własne bractwa, a często posiadali w mieście gospodę, gdzie się schodzili, gdzie obcy czeladnicy nocowali, oczekując pracy. Bractwo było organizacją przymusową, każdy uczeń musiał do niego wstąpić. Opornych nie dopuszczano do pracy, jako czeladników. Cechy były w założeniu swem organizacją rzemieślników przybyłych z zachodu, przyjmowały do grona swego tylko swoich ludzi, tj. Niemców z urodzenia. Mimo to brak uczni narodowości niemieckiej zmuszał majstra brać chłopaka polskiego. Miało to miejsce w cechach mniej zarozumiałych na punkcie honoru cechowego i zdolności rasowej czy klasowej. W roku 1632 uczył się rzemiosła szewskiego Jan Draszkowiec, syn rolnika z okolicy Pelplina, katolik i narodowości polskiej. Po skończonej nauce osiadł w wiosce klasztornej, z której pochodził. Nie był on jedynym uczniem w owych czasach, skoro w roku 1650 znajdujemy w Tczewie majstra szewskiego cechowego Bartłomieja Wąsa, ojca licznej tczewskiej rodziny Wąsów. Od tego czasu w gronie członków cechu był często jeden, a często i dwóch majstrów narodowości polskiej. W roku 1780 na ogólną liczbę majstrów było pięciu katolików, z tych 4 Polaków. Od tego czasu o wpływy w cechu między katolikami, a ewangelikami zaczął się toczyć spór, który już w 1800 uzyskał przewagę katolików.

W cechu kuśnierskim spotykamy majstrów narodowości polskiej również w wieku XVII. W cechu rzeźnickim pierwszego majstra narodowości polskiej spotykamy dopiero w 1813r. Był nim Jan Choinski z Nowego. W cechu piekarskim polskich członków znajdujemy dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Krawca polskiego spotykamy w cechu dopiero w wieku XIX.

Już w roku 1773 ukazała się nowa ustawa rzemieślnicza, kasująca poszczególne przywileje, zwyczaje i obyczaje stanu rzemieślniczego. Czas po temu był największy. Cechy żyjąc dorobkiem wieków minionych już dawno straciły siłę i znaczenie. Możność zarobkowania stale się zmniejszała, od kiedy na wioskach osiedlali się rzemieślnicy niecechowi. Nie można się było dostać do cechu bez poważnego wkupu. Czeladnicy lata całe czekali na śmierć majstra, by ożeniwszy się z wdową lub córką, uniknąć wkupu. Przeszło 50% małżeństw tak zawierano. Tydzień cechowy już od dawna miał tylko 5 dni roboczych, a zwyczaj raz zakorzeniony trudno było wykorzenić. Trzeba było osobnej ustawy i szczególnie wysokich kar, nawet cięzkiego więzienia, by czeladników przyzwyczaić do pracy poniedziałkowej. W życiu gospodarczym panował zastój trwający od 1790 roku. Rzadko który majster utrzymywał czeladnika. Kiedy 1779 r. rejencja zapytała się czy brak w jakimś mieście czeladnika, Magistrat odpowiedział, że wobec ogólnej biedy i braku pracy, czeladników nie brak. Majstrowie rzeźniccy do 1786 nie płacą z braku dostatecznej pracy składek do kasy cechowej, a zwyczajowe kolejne bicie wołów ograniczją w roku 1785 do dwóch, by każdemu pozostawić równy mniej więcej zarobek.

Dokładny pogląd na stan rzemiosła, ilość rodzin utrzymujących się z niego daje poniższa tabela z 1780 roku. Nadmienia się, że podani tam bednarze, fryzjerzy, tokarze, szklarze, koszykarze, kowale, podkownicy, siodlarze i zegarmistrze w cechu zrzeszeni nie byli.


Mięliśmy więc w Tczewie w roku 1780, 81 samodzielnie pracujących majstrów, 19 czeladników i 33 uczni. Zestawienie powyższe jest może niezupełnie ścisłe, gdyż skądinąd wiemy, np: że rzeźników było do roku 1732 stale 6 - daje nam jednak, ogólnie biorąc, odpowiedź na pytanie, ilu rzemieślników mieszkało w Tczewie w wiekach XVI i XVII.

Nowa ustawa rzemieślnicza zmieniła opłaty cechowe, przedewszystkiem skasowała wkup, ustalając tylko wpisowe 2 talary. Drugą zmianą nie mniej ważną była demokratyzacja cechów. Wstęp do cechu miał każdy chłopak, bez różnicy pochodzenia, stanu rodziców i narodowości. Skutkiem tego ludność polska mogła swobodnie wstępować do cechów, a rzuciła się najpierw do cechu szewskiego. W roku 1780 było na 13 majstrów 4 Polaków, w roku 1800 na 24 majstrów 12 Polaków, a w 1833 na 44 majstrów było już 26 Polaków. Naturalny ten proces rozwojowy został wstrzymany, kiedy w 1860r. rozpoczął się dopływ elementu niemieckiego. W cechu rzeźnickim pierwszym majstrem narodowości polskiej był Jan Choinski przybyły w 1813 z Nowego. Cech piekarski był nadzwyczaj opornym wobec dopływu elementu polskiego. Pierwszym uczniem polskim był Jakób Zalewski, uczący się w roku 1808, następnym Wincenty Samborski z Tczewa w 1815r. Po nim uczył się dopiero w 1833r. Józef Gdaniec ze Skarszew. Pierwszym majstrem narodowości polskiej był Wincenty Senger, urodzony w 1827r. w Lubiszewie.

Rząd pruski dbał stale o dopływ niemieckich czeladników i majstrów, szczególnie wyznania ewangelickiego, ułatwiając im niejednokrotnie osiedlenie się w mieście.

Rzemieślnicy polscy , o ile nie byli członkami Cechu, mieszkali w domkach kościelnych lub pod klasztorem. Stąd owe zarzuty czynione często przez Magistrat proboszczom, że przetrzymują w domach swoich rzemieślników niecechowych.
Opis działalności
brak informacji
Członkowie
brak informacji
Firmy zrzeszone
brak informacji
Partnerzy
brak informacji
Szkoły i uczelnie
brak informacji

Brak aktualności

Kategorie

Maszyny i urządzenia do produkcji

Pozostałe