Anna Szryniawska przez lata piekła „do szuflady” i dzieliła się swoimi wypiekami w mediach społecznościowych. Dziś jest właścicielką MiSłodko, cukierni, którą zaprojektowała tak samo uważnie, jak komponuje swoje ciasta.
Anna Szryniawska żartuje, że przestaje być introwertyczką, gdy opowiada o wypiekach. Niedawno swoje cukiernicze hobby zamieniła w profesjonalny koncept i otworzyła pięknie zaprojektowaną cukiernię w Katowicach. Z wykształcenia ekonomistka, z zamiłowania dekoratorka wnętrz – czuwała, by lokal był spójny kolorystycznie i wykończony z dobrym smakiem. Nam opowiada, od kogo uczyła się cukiernictwa i czy trudno jest stawiać pierwsze kroki w nowej branży.

Katarzyna Szarek: Rozmawiałyśmy po raz pierwszy podczas artykułu o migdałach. Wtedy można było podziwiać Pani cudowne ciasta na Instagramie. Była Pani cukierniczką-amatorką. Dziś jest Pani właścicielką nowo otwartej kawiarni MiSłodko w Katowicach. Czy długo dojrzewała w Pani myśl, by ją założyć?
Anna Szryniawska: Ta myśl dojrzewała we mnie od bardzo dawna. Jest decyzją, aby w końcu robić to, co naprawdę mi w duszy gra. Jest efektem wielu nieprzespanych nocy, ale też parafrazą cytatu króla Juliana z „Madagaskaru”: „Zróbmy to, zanim dotrze do nas, że to bez sensu” (śmiech). W tym roku obchodzę pięćdziesiąte urodziny, więc kiedy, jeśli nie teraz?
Jaka była Pani droga w cukiernictwie? Czy pracowała Pani wcześniej w gastronomii? Czy trzeba było zrobić kursy, by nabrać wprawy w misternych wypiekach?
Tak, jak Pani już opowiadałam, piekę od dziecka. Łączenie składników, smaków i faktur zawsze mnie fascynowało. Na otwarciu MiSłodko moja mama podarowała mi „Kuchnię Polską”, książkę, od której wszystko się zaczęło. Do dzisiaj w rodzinie krąży anegdota, jak jako dziecko, z wypiekami na twarzy, oglądałam ilustracje i oblizywałam co ciekawsze. Potem było już pieczenie i eksperymentowanie na serio – wkręcałam się w to coraz bardziej. Po drodze powstał profil na Instagramie MiSłodko oraz decyzja, by zmienić swoją drogę zawodową.
Game changerem okazała się praca u Mikołaja Bojkowskiego w Alterciacho, gdzie miałam okazję doświadczyć i nauczyć się profesjonalnej strony tej branży. Mikołaj okazał się cierpliwym, fantastycznym szefem, u którego praca stała się krokiem milowym w moim rozwoju. Jak to się kolokwialnie mówi: otworzyły mi się nowe klapki w mózgu.
Rozmawiałam z Mikołajem. Ma świetne ciastka, zwłaszcza cookies, pełne dobrej czekolady.
To była fascynująca przygoda, za którą jestem mu ogromnie wdzięczna. Potem pracowałam jeszcze w kilku krakowskich lokalizacjach, między innymi w Świeżo Upieczonej, cudownej piekarni – szukając swojego miejsca, ale też ciągle poszerzając kompetencje. Współczesne cukiernictwo to dynamicznie rozwijająca się branża, więc bez przerwy oglądam, podglądam, uczę się. Na szczęście dzisiaj wiele kwestii można zrobić po prostu online.
Jeśli ktoś postanowi założyć kawiarnię, to z czym musi się zmierzyć? Co było najtrudniejsze?
Chciałabym powiedzieć, że to jest cudowna przygoda. I taka jest – jestem wdzięczna, że mogę jej doświadczać – ale trzeba też wiedzieć, że to olbrzymi wydatek finansowy, mnóstwo decyzji, ocean formalności, ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny. Na szczęście podczas tworzenia MiSłodko trafiałam na ludzi życzliwych, których praca i dobra energia pozwalały łagodniej przez ten proces przejść. Natomiast jestem zaskoczona reakcją wewnątrz branży, która często widzi nowo powstające miejsce jako konkurencję, nie dostrzegając możliwości synergii. Różnorodność oferty może podnieść atrakcyjność okolicy, miasta, regionu. Trochę szkoda i smutno się na to patrzy. Na szczęście są to wyjątki.
Jak przejawiał się brak entuzjazmu?
To po prostu odczuwalna na odległość niechęć. Czasami też próby bezsensownego naśladownictwa.

Czy są cukiernie lub kawiarnie, które szczególnie Panią uwiodły?
Podróżuję przede wszystkim gastronomicznie – i architektoniczno-estetycznie. Przykładem jest sieć lokali Kaiser, gdzie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Polecam też produkty Mikołaja w Alterciacho, YemCookie w Krakowie, Galerię Tortów Artystycznych, warszawskie Deseo oraz na Pomorzu: Umam i Cakeaway. Mogę tak godzinami. Opowiadanie o jedzeniu wywraca moją introwertyczną osobowość (śmiech).
MiSłodko ma spójny wystrój. Czy stoi za tym architekt wnętrz?
Razem z mężem prowadzimy pracownię architektoniczną ChapterTwo, projektując głównie dla branży retailowej. Wykorzystaliśmy więc zgromadzone doświadczenie. MiSłodko powstało pomiędzy innymi projektami. Nie obyło się bez potknięć, ale jesteśmy dumni z efektu. A ja jestem ogromnie wdzięczna mężowi za wsparcie i cierpliwość – praca ze mną nie jest łatwa.
Kto piecze w MiSłodko?
Piekę ja, czasem pomaga mi moja córka. Bywa ciężko, ale wiele zależy od organizacji. Wraz z rozwojem pracowni planuję zatrudnienie osób do współpracy. Fajnie będzie wymieniać się pomysłami i uczyć się od siebie.
Czy pracuje Pani na cały etat jako cukierniczka i właścicielka?
Tak. Jestem właścicielką i cukierniczką. Na szczęście pracuje u mnie fantastyczna Justyna, managerka i sprzedawczyni, która odciąża mnie w bieżących sprawach.

Przyjechała Pani do Katowic z Krakowa. Jak wyglądała ta zmiana?
To było proste – jestem z Katowic, spędziłam tu prawie całe życie, poza pięcioletnią „emigracją” krakowską. Tu jestem u siebie. W Krakowie nigdy nie poczułam się zadomowiona, choć brakuje mi Starego Kleparza i szerokiej oferty gastronomicznej.
Jakie są reakcje klientów?
Katowiczanie dopiero nas poznają, ale ci, którzy już skosztowali naszych wypieków, wracają. Dostajemy dużo pozytywnych opinii i poleceń. To bardzo cieszy.
Czy są już „hity” sprzedażowe?
Na ranking przyjdzie jeszcze czas, ale widać trendy. Niektórzy klienci zamawiają stale te same produkty, inni próbują nowości. Poza stałą ofertą regularnie wprowadzamy coś nowego. Chcę, aby asortyment zmieniał się z porami roku i był konsekwencją mojej osobowości.
Jakie wypieki są teraz flagowe?
Monoporcje brownie w różnych wariantach oraz pistacjowe ciastka crumble.
Czy udaje się znaleźć czas na odpoczynek?
To trudne. Nawet jeśli znajdę chwilę, trudno uspokoić głowę. Pomagają mi medytacja i spacery w lesie. Jak mawiają biegacze długodystansowi: nic, co wielkie, nie przychodzi łatwo.
Dziękuję za rozmowę!

