czym jest Mistrz Branży

Mistrz Branży Portal dla piekarzy, cukierników i lodziarzy

Kontakt

Redakcja oraz dział marketingu "Mistrza Branży"

ul. Klimczoka 9
40-857 Katowice
tel. +48 32 729 96 80
fax +48 32 729 96 70 lub +48 32 790 40 90
(reklama)
(sprawy redakcyjne)
(sprawy związane z portalem)

Artykuł

Piękno mnie inspiruje 0

dodano ,Redakcja PS

Wśród setek pojawiających się na rynku książek kucharskich te nieliczne, dotyczące sztuki cukierniczej, zawsze się wyróżniają. Jednak pozycja autorstwa Igi Sarzyńskiej „Moje cztery pory roku” jest inna od wszystkich.

Patrząc na setki niesamowitych zdjęć, można odnieść wrażenie, że to album poświęcony sztuce, połączony z niezwykle prostym i jasnym poradnikiem, który każdemu czytelnikowi pozwoli przejść od roli zachwyconego widza do artysty.
O tajemnicach książki i cukierniczej pasji, która zdecydowanie wykracza poza miłość do słodkości, rozmawiamy z autorką Igą Sarzyńską – inicjatorką i główną projektantką  Pracowni Artystycznej Sarzyński w Kazimierzu Dolnym.



Pierwszą rzeczą, jaką odczułam, zaglądając do Pani książki, był zachwyt. Zwyczajny zachwyt nad pięknem. Przyznam, że o smaku, o jedzeniu chyba nawet nie pomyślałam…
Iga Sarzyńska: (śmiech) Bardzo dziękuję. Przyznam szczerze, że to dla mnie bardzo ważne. Już na studiach zakochałam się w tworzeniu małych dzieł sztuki, bo tym dla mnie są cukiernicze dekoracje. Kocham piękne rzeczy. To one mnie inspirują i motywują do pracy. Lubię, gdy ozdoby są proste, eleganckie, ponadczasowe. Dla mnie to właśnie definicja piękna.



Dekoracje i wypieki, których zdjęcia podziwiamy na każdej stronie, wydają się być tak wspaniałe, że trudno mi uwierzyć, że osoba, która nie jest mistrzem w tej dziedzinie, ma szansę zrobić coś podobnego. Tymczasem każde z tych małych dzieł omówione jest krok po kroku. Mamy opisy i fotografie, które tworzą instrukcję. Jak takie cudo wykonać w domu.
Czy to możliwe?
Jak najbardziej. Oczywiście z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi, które również zostały przedstawione w książce. Ta część poradnikowa od początku była dla mnie bardzo ważna. Poświęciłam jej mnóstwo czasu i uwagi. Bardzo się starałam, by każdy etap tworzenia dekoracji został dokładnie pokazany i omówiony. Poprosiłam też o przetestowanie tych instrukcji moich znajomych i przyjaciół, którzy nie mają nic wspólnego z cukiernictwem, i dostałam od nich potwierdzenie, że poradzili sobie z zadaniem. Ogromnie się z tego cieszę i mam nadzieję, że swoją książką zachęcę kilka osób do rozwijania cukierniczej pasji.

To ważne edukacyjne zadanie. Zdecydowanie w duchu Akademii Mistrza, która bardzo Pani i Pani książce kibicuje.
To prawda. Wielokrotnie razem współpracowaliśmy, bo łączy nas wspólny cel i podobne spojrzenie na cukiernictwo. Przyznam, że pracując nad książką, miałam na uwadze jej edukacyjną wartość. Przede wszystkim liczę na to, że „Moje cztery pory roku” zainspirują młodych ludzi, których brakuje w naszej branży. Myślę, że jest ich tak niewielu, bo nie wiedzą, jak bardzo kreatywny i twórczy może być ten zawód. Jak wielkie daje możliwości rozwoju, samorealizacji i spełnienia. A cukiernictwo to wspaniała profesja, która pozwala połączyć artystycznego ducha z nieustającym poszukiwaniem nowych smaków i kreowaniem własnej wizji rzeczywistości. Stawia też przed człowiekiem dziesiątki zupełnie różnych wyzwań. Od nas tylko zależy, w jakim kierunku będziemy chcieli się rozwijać.

Kto w Pani rozbudził pasję do tego zawodu?
Mój Tata. Pochodzę z rodziny o bardzo długiej, bo przeszło 100-letniej tradycji cukierniczej, ale mnie tym bakcylem zaraził Tata. Miał bardzo innowacyjne podejście do swojej pracy i ciągle poszukiwał. Ze zwykłej bułki stworzył koguta, który stał się nie tylko wizytówką cukierni, ale całego Kazimierza Dolnego. Wydał też książeczkę o kazimierskim koguciku, czym z pewnością nie mogła się pochwalić żadna inna cukiernia. Na jej podstawie powstał teatrzyk dla dzieci, z którym objechał całą Polskę. Pokazywał go nawet zagranicą, np. na targach w Hanowerze, gdzie promował Lubelszczyznę. Można więc powiedzieć, że idę w ślady Taty, jednak wydeptuję własne ścieżki. Choć w mojej książce znajduje się
kazimierski kogut, jest to już inny kogut. Mój. Kogut nowego pokolenia…

Swoją książkę zadedykowała pani właśnie Tacie…
Od początku wiedziałam, że tą książką będę chciała podziękować Tacie. To on jest dla mnie największą inspiracją i motywacją. Pisałam tę dedykację milion razy, stale poprawiając. Gdy dostałam do ręki pierwsze wydruki książki, pomyślałam, że naprawdę dumna jestem właśnie z tej dedykacji.

Tylko z dedykacji? Powodów do dumy ma Pani chyba znacznie więcej…
Dziękuję. Oczywiście jestem dumna z wielu rzeczy. Przede wszystkim ze zdjęć i z pracy stylizacyjnej, jaką wykonałyśmy z Kingą Błaszczyk-Wójcicką. Jak patrzę na zdjęcie ścianki z piwoniami, którą kleiłyśmy przez wiele godzin, i pomyślę sobie, że nad takimi produkcjami pracuje często sztab ludzi, a my zrobiłyśmy wszystko tylko we dwie, to przyznaję, że jestem z nas bardzo dumna (śmiech).



Stworzenie tak obszernej książki, z tyloma fotografiami z pewnością było trudnym i czasochłonnym zajęciem. Ile czasu powstawała?
Same zdjęcia zajęły dokładnie rok. Z pomysłem na tę książkę chodziłam już wcześniej. Zaczęłam uczestniczyć w sesjach fotograficznych wypieków i zakochałam się w tym. Miałamambicję, by pochwalić się tym, co robię, a jednocześnie pokazać szerszej publiczności fantastyczne zdjęcia pięknych deserów i dekoracji. Nie znałam jednak fotografa, któremu powierzyłabym to zadanie. Aż półtora roku temu wzięłam udział w warsztatach fotografii kulinarnej i stylizacji, które prowadziła Kinga, i już wiedziałam, że chcę, żeby ta kobieta zrobiła zdjęcia do mojej książki. Gdybym jej nie poznała, nie wiem, czy „Moje cztery pory roku” w ogóle by powstały.

Jak wskazuje tytuł, książka podzielona jest na: wiosnę, lato, jesień i zimę. Pracowałyście zgodnie z kalendarzem?
Tak, chciałyśmy, by wszystko było prawdziwe i naturalne. Wiosną sięgałyśmy po tulipany, latem zbierałyśmy truskawki i piwonie, które są na zdjęciach. Przyznam szczerze, że na początku pomysł Kingi, by na fotografiach połączyć prawdziwą truskawkę z moimi dekoracjami w formie tego owocu z masy cukrowej, bardzo mnie przestraszył. Byłam pewna, że te elementy będą się gryzły. Okazało się, że jest inaczej. Kinga uświadomiła mi, że rzeczy, które tworzę, mają prostą formę, często są to po prostu symbolem, dlatego tak dobrze komponują się z naturalnymi pierwowzorami.

Patrząc na efekty, można sądzić, że tworzenie tej książki to właściwie nie była praca, a czysta przyjemność.
(śmiech) Powiem tak. Wstawałam rano, biegłam do piekarni. Wychodziłam z niej o godz. 8, żeby na 10 dojechać pod Warszawę, gdzie pracowałyśmy z Kingą do godz. 17-18.00. Dwie godziny na dojazd do Kazimierza. Znów piekarnia, żeby wszystkiego dopilnować, zaplanować pracę na kolejne dni i w końcu jazda do domu (śmiech). Przyznam, że chwilami byłam bardzo zmęczona i miałam momenty zwątpienia. Nie znaczy to jednak, że tworzenie książki nie było dla mnie przyjemnością i fantastycznym doświadczeniem. Czuję to tym bardziej teraz, gdy z dumą podziwiam pierwsze wydruki i wiem, że książka nie jest jedynym owocem tych dwunastu miesięcy. W tym czasie bardzo się rozwinęłam, zyskałam spokój ducha, jaki daje oderwanie od innych spraw i skupienie na jednym zadaniu, oraz wspaniałą przyjaźń, jaką nawiązałyśmy z Kingą.


 

Gdzie szuka Pani inspiracji do swoich słodkich dzieł? Patrząc na zdjęcia, można odnieść wrażenie, że mnóstwo czas spędza Pani w ogrodzie.
Nie do końca. W domu nie mam ani jednego kwiatka. Ale bardzo lubię wykorzystywać motywy roślinne w pracy. Są naturalne, piękne, ponadczasowe, eleganckie. Wracając do inspiracji, ja ich chyba nie szukam. Same mniej znajdują. Wszystko, co widzę i co budzi we mnie zachwyt, automatycznie włączam do swoich dekoracji. Ostatnio na przykład zainspirowała mnie moja piżama w renifery. Ich prosty, niewydumany kształt bardzo mi się spodobał i natchnął do zrobienia świątecznych, reniferowych wypieków.

Na koniec zapytam o coś, o co każdy autor dowolnego dzieła pyta sam siebie na samym początku: „dla kogo tworzę, do kogo chcę trafić z tym, co robię?”. Do kogo skierowana jest Pani książka?
Myślę, że do tych, którzy kochają piękno i chcą się nim otaczać. Pisałam zarówno z myślą o cukiernikach, którzy szukają inspiracji, jak i młodych ludziach, których próbuję zarazić swoją pasją, pokazując im, jak niezwykłe może być uprawianie tego zawodu. Starałam się stworzyć książkę, która po prostu sprawi przyjemność amatorom, którzy choćby od czasu do czasu mają ochotę spróbować samodzielnie wykonać takie małe dzieło sztuki albo tylko z przyjemnością obejrzą piękne fotografie Kingi. Myślę, że tak jak desery i wszelkie słodkie wypieki dedykowane są szerokiemu odbiorcy, tak samo moja książka może trafić do bardzo różnych czytelników.

Dodaj swój komentarz
 

Zaloguj się lub dodaj swój komentarz jako gość. Nie posiadasz konta? Zarejestruj się.

 

Polecamy przeczytać

Przejrzyj online Katalog reklam lub ściągnij na dysk (aktualny) PDF >>

Kategorie

Maszyny i urządzenia do produkcji

Pozostałe