...

Szanowny Użytkowniku

25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Poniżej znajdują się informacje dotyczące przetwarzania danych osobowych w Portalu MistrzBranzy.pl

  1. Administratorem Danych jest „Grupa 69” s.c. z siedzibą w Katowicach, ul. Klimczoka 9, 40-857 Katowice
  2. W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Administratorem pod adresem e-mail: dane@mistrzbranzy.pl
  3. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
  4. Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
  5. Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
  6. Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
  7. Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
  8. Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
  9. Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
  10. Administrator informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności.

dodano , Redakcja PS

Słodka bułka z kurczakiem i suszone robale

Gdy rozchwytywany szef kuchni i pracowniczka wielkiej korporacji z dnia na dzień rzucają pracę, musi istnieć jakiś solidny powód, na przykład... pyszne jedzenie! O ryżowych ciastkach, słodkich bułkach z kurczakiem i polskim chlebie na Filipinach opowiadają nam autorzy bloga podróżniczo-kulinarnego Michał i Katarzyna Kuduk.

Gdy znajomi i rodzina dowiedzieli się, że Michał – znany szef kuchni – i Ka­sia – jego żona, teamleaderka w dużej korporacji – rzucają etaty i jadą w da­leką podróż, chwytali się za głowy. Po­dejrzewali, że wygrali w jednej z naro­dowych loterii. Ale to była tylko część prawdy. Wygrali swoje marzenia, po­dejmując szalony krok. Sprzedali sa­mochód, zrezygnowali ze stałej pracy i stwierdzili, że pora zacząć realizować swoje pragnienia.

 


Aurora: Kto z was jest bar­dziej szalony? Innymi słowy, kto pierwszy wpadł na pomysł, by zrezygnować z pracy i rzucić się w wir przygody?

Katarzyna Kuduk: To ja pierwsza za­proponowałam, byśmy to zrobili. Ale to nie był jakiś nowy szalony pomysł. To było moje odwieczne ogromne marze­nie – podróżować w dalekie zakątki glo­bu. Nie przypuszczałam jednak, że Mi­chał się zgodzi. Sądziłam, że ma ten etap za sobą. Zawsze na pierwszy plan wybi­jała się praca. Cóż, trudno się dziwić, jest znanym, cenionym szefem kuchni. Nie chciałam mu zakłócać rozwoju.

Aurora: Aż tu nagle…

 

 

K.K.: Trafiłam z właściwymi słowami we właściwy moment. Któregoś dnia znów zaczęłam opowiadać o tym marzeniu. I słowo padło na podatny grunt. To był czas, w którym Michał zaczął odczuwać duże zmęczenie pracą. Na szczęście! Ina­czej chyba nigdy by się nie zgodził… Podobnie zresztą jak ja. Praca na stanowisku teamleadera wielkiej korporacji to zajęcie, które, wyciska z ciebie wszystko. W pewnym momencie poczułam złość. Nawet nie na pracę. Na siebie. Czułam, że tracę coś cennego. Jakbym pięła się w górę, a zarazem stała w miejscu… To był czas, w którym mieliśmy kupić auto i to takie nasze wymarzone, z salonu. Sprzedaliśmy więc nasz stary samochód. I nagle uświadomiliśmy sobie, że równie dobrze pieniądze te możemy przeznaczyć na coś zupełnie innego…

Michał Kuduk: Na podróż!

Aurora: Wystarczy Wam pieniędzy? Zagraniczne wycieczki kosztują…

M.K.: Sęk w tym, że od początku marzyliśmy o wyprawie, a nie wycieczce. Nie potrzebujemy podróżować all inclusive. Mamy przecież śpiwory i możemy nocować wszędzie!

Aurora: I tak się to wszystko zaczęło!

M.K.: To był w zasadzie ostatni moment! Byliśmy nastawieni – teraz albo nigdy. I to dosłownie teraz: od pomysłu do realizacji minął jeden dzień! Nawet jeśli miałoby nam coś nie wyjść i mielibyśmy wrócić po miesiącu, chcieliśmy spróbować. Zaczęliśmy więc przygotowania, przede wszystkim daliśmy wypowiedzenia w pracy. Potem została kwestia zabukowania lotów. Spakowania się. I można ruszać!

Aurora: Na jak długo i gdzie?

K.S.: Na razie pół roku spędzimy w Azji. Potem myślimy o Ameryce Południowej.

Aurora: Jaki jest klucz doboru miejsc, do których się wybieracie?

 

Francuskie tosty na Tajlandii.


M.K.: Lubimy być tam, gdzie jest ciepło i można dobrze zjeść (śmiech). Jest wiele takich miejsc, które spełniają te warunki, a nas jeszcze tam nie było, choćby Wietnam, Chiny, Japonia, Laos, Birma, Nepal...

Aurora: Robicie jakiś szczegółowy plan tych wypraw?

K.K.: Nie. Zawsze jest jakieś wyjście. Z każdej sytuacji.

Aurora: Tym ciekawiej to wszystko się zapowiada. I dla Was i dla nas,czytelników Waszego bloga. Zdecydowaliście się dzielić tymi przygodami, pisząc i publikując zdjęcia na blogu www.kuukandtravel.com. Czyj to był pomysł?

 


M.K.: To był mój pomysł. Wziął się on stąd, że nagle miałem mieć mnóstwo wolnego czasu. To dla mnie zupełnie nowa sytuacja. I po prostu wymyśliłem blog, by się czymś zająć (śmiech).

K.K.: Ale koniec końców ja się zajęłam blogiem, choćby przez wzgląd na to, że tłumaczę od razu teksty na angielski i hiszpański. Zabrałam więc pomysł Michałowi, wiem, że na dłuższą metę to nie jego bajka. W końcu jest kucharzem.

Aurora: Powinien zająć się jedzeniem! To może przejdźmy już do samego sedna: co najciekawszego udało Wam się zjeść do tej pory?

M.K.: Na pewno warto wymienić tarantule i skorpiony nabite na patyk i sprzedawane w przydrożnych kramach jak lizaki. Przeważnie są one mocno osolone, smażone w głębokim tłuszczu i wysuszone, więc chrupią jak chipsy. Nie ma tam żadnego soku wytryskającego po ugryzieniu (śmiech). Wiadomo każdy z tych specyfików ma swój własny smak, inaczej smakują małe węże, inaczej żaby, inaczej robale – szarańcze, karaluchy itp. Pychota, do browara w sam raz!

 

Larwy os jako przekąska to codzienność w Laosie.

Tarantule zamiast chipsów!


K.K.: Raz zdarzyło się, że jak jedliśmy larwy os, ludzie – tubylcy – byli tak zdziwieni tym, że to w ogóle wkładamy do ust, że sami robili nam zdjęcia!

M.K.: Jak mieliśmy tego nie spróbować, skoro ludzie z tymi specyfikami stoją wszędzie jak u nas przysłowiowa baba z obwarzankami!

Aurora: A propos obwarzanków, czy w tak odległych zakątkach Azji można kupić chleb?

 

Słodka bułka z kurczakiem.


M.K.: Jak do tej pory pod kątem je­dzenia najbardziej eksplorowaliśmy Azję, a zwłaszcza Filipiny. Oczywiście znają tu coś takiego jak pieczywo, tyl­ko że u nich jest ono synonimem cze­goś słodkiego. Niemal zawsze wy­stępuje w słodzonej postaci. I jest drożdżowe. Trzeba być jednak przygo­towanym na szok kulturowy i smako­wy, bo choć te bułki są słodkie, to mają często mięsne lub warzywne nadzienie, np. kurczaka lub wieprzowinę. Z tym, że i on doprawiany jest na słodko.

Aurora: I gdzie się je kupuje? Są piekarnie?

M.K.: Jeśli chodzi o piekarnie rozumiane tak jak u nas, to są one towarem limito­wanym. Trzeba ich szukać.

K.K.: Z drugiej strony mnóstwo jest cu­kierni albo sklepików z słodkościami, których integralną częścią jest stanowi­sko ze słodkimi wypiekami. Filipińczycy ubóstwiają słodkie jedzenie! Ale też brakuje takiego zwykłego chrupiące­go chleba. W Kambodży Polka z Pozna­nia postanowiła tą lukę wypełnić, więc otwarła piekarnię. Osiedliła się tu z ro­dziną na stałe.

 


M.K.: Z kolei Włosi przywieźli na Filipi­ny lody, stąd popularność tradycyjnych lodów rzemieślniczych w tym kraju. Często zdarzają nam się niespodzianki, np. mieliśmy okazję jeść lody ze słod­kich fioletowych ziemniaków. A w Kam­bodży jedliśmy lody kręcone z kokosa i od razu podawane w skorupce. De­ser, w którym jest wszystko – halo ha­lo. To ogromny puchar, w którym są neonowe kolorowe galaretki, lody, bita śmietana. Wafelki. Nutella.

Aurora: To mi przywodzi na myśl raczej Stany Zjednoczone! A są ja­kieś narodowe ciasta na Filipinach? Czy w witrynie dojrzymy coś cha­rakterystycznego dla tego regionu, tak jak u nas w każdej cukierni jest obecny sernik?

K.K.: Aż trudno w to uwierzyć, ale nie udało się nam znaleźć czegoś na kształt ciasta, tortu takiego jak u nas, w Polsce. Jeśli chodzi o filipińskie cukiernie, to kró­lują w nich europejskie, a jeszcze czę­ściej amerykańskie słodkości, np. donaty w każdej postaci. Uwielbiane są też nale­śniki ze słodkimi kremami, zwłaszcza nu­tellą albo masłem orzechowym. Zagra­nicznym patentem przerobionym na ich modłę są shaki, głównie czekoladowe. Co ciekawe, są one tu robione bez mle­ka. Czekolada jest bardzo skoncentrowa­na, przez co napój jest obłędnie słodki. Dla wielu aż mdły.

 


M.K.: Na przykład dla mnie (śmiech). Ni­gdy nie piłam czegoś tak słodkiego i nie widziałam tylu rodzajów, kolorów i kształ­tów pączków jak na Filipinach. Ameryka­nie zrobili tu dobrą robotę, jeśli chodzi o słodkości. Jeśli chodzi o lokalne sło­dycze, to bardzo popularne są ich rodzi­me owoce w czekoladzie, np. mango, du­rian. Popularną przekąską są też banany na patyku w cukrze. Albo właśnie chru­piące słodkie bułeczki z tymi owocami.

Aurora: Ciekawe, w Azji liczyłam na jakieś ryżowe słodkości.

 

Lody kokosowe w słodkiej bułce (Bangkok).

Naleśnik z mango.


K.K.: Oczywiście, takie też są na Filipi­nach! Ryż to dla nich coś więcej niż dla nas pieczywo. Słodkości z ryżu są przygotowywane na bazie brązowego kleistego ryżu gotowanego w mleku kokosowym, który można zbić w kulkę. Na górze czę­sto dodaje się palony kokos.

Aurora: Michał, musisz koniecznie coś takiego zacząć robić w Polsce. A właśnie, nie tęsknisz za gotowa­niem, będąc w podróży?

M.K.: W moich planach jest zapisanie się do weekendowych szkół gotowania w różnych miastach, które będziemy od­wiedzać. Jest wiele takich miejsc w Azji, po których ma się podstawową wiedzę o miejscowej kuchni. Najbardziej chciał­bym jednak pogotować z tubylcami w ich domach. Wiem, że taka okazja będzie na Filipinach, gdzie co niedzielę rodziny zbierają się na pikniku na plaży z wcze­śniej przygotowanymi potrawami.

Aurora: Trzeba się dużo ruszać, że­by te wszystkie słodkości spalić i być w formie! No, ale Wam to aku­rat nie grozi. Zdradźcie, jaki jest ko­lejny etap waszego podróżowania.

K.K.: Teraz udajemy się do Bangkoku, bo właśnie stąd są najlepsze połączenia na całą Azję. Pierwszym naszym przy­stankiem będzie Laos, potem Birma, Wietnam. Znów nasze Filipiny, stam­tąd zaś do Papui oraz Indonezji. Potem Japonia i Chiny.

 


Aurora: Długo nie będzie Was w kra­ju. Tym bardziej cieszę się, że uda­ło nam się spotkać. Powodzenia i smacznego podróżowania!


K.K. i M.K.: Dziękujemy!

 

ODWIEDŹ BLOGA Katarzyny i Michała Kuduk >>> Kuuk&Travel

Bieżące wydanie czasopisma

Co dla Ani Mydlak i Mikołaja Ostaszewskiego z Vegestacji znaczy "świadomie ZIELONI w temacie lodów"? Jak wygląda przyszłość lodziarni – ta najbliższa, w 2019 r., i w dłuższej perspektywie? Jak działać w stylu zero waste i przekuć to w sukces? Ile plusów mają polskie superfoods? Odpowiedzi oczywiście w najnowszym Mistrzu Branży.

Zobacz więcej
Bieżący numer

Polecamy przeczytać

Przejrzyj okrojony numer (Katalog reklam) online lub pobierz PDF >>

Pełny numer dostępny tylko w prenumeracie >>

Mistrz Branży

Maszyny i urządzenia do produkcji