...

Szanowny Użytkowniku

25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Poniżej znajdują się informacje dotyczące przetwarzania danych osobowych w Portalu MistrzBranzy.pl

  1. Administratorem Danych jest „Grupa 69” s.c. z siedzibą w Katowicach, ul. Klimczoka 9, 40-857 Katowice
  2. W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Administratorem pod adresem e-mail: dane@mistrzbranzy.pl
  3. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
  4. Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
  5. Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
  6. Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
  7. Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
  8. Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
  9. Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
  10. Administrator informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności.

dodano , Redakcja PS, materiał promocyjny

Warto czasem odpocząć

Dziś o leniuchowaniu. Bo „nicnierobienie” jest tym ważniejsze w pracy przedsiębiorcy, im bardziej intensywne jest „wszystkorobienie”.

Jakiś czas temu z przerażeniem odkryłam, że nie umiem odpo­cząć. Spiętrzenie ważnych decy­zji do podjęcia w firmie (pewnie w połą­czeniu z perfekcjonizmem) spowodowało, że rozwiązywałam w głowie problemy w zasadzie przez 24 godziny na dobę. Nie pomagało nawet wcześniejsze chodzenie spać, choć zdaje się to oczywistym wyj­ściem z sytuacji.

Zaczęłam się zastanawiać, z czego bie­rze się taki stan. I doszłam do wniosku, że chodzi o nadmiar bodźców i nadmiar odpowiedzialności. Mówiąc krótko: takie czasy – jesteśmy otoczeni przez dziesiątki wpisów w portalach społecznościowych, wiadomości telewizyjnych przekazywanych w postaci krótkich migawek (plus dwa na­łożone na to paski z wiadomością, pilną i jeszcze bardziej pilną, a obok – informa­cją, o czym dowiemy się jutro rano), w do­datku każdy program telewizyjny, portal internetowy czy każda strona w gazecie są „posiekane” na drobne kawałeczki, mię­dzy którymi wciąż oglądamy te same re­klamy. A w reklamie co? „Mama nie bierze zwolnienia”, „Wypij gorący specyfik na gry­pę i ruszaj do działania”, „Nie trać czasu na pójście do banku, zapłać komórką”, albo, o zgrozo, „Obniżenie nastroju? Zmęczenie? Weź tabletkę!”…

Można by mnożyć takie hasła, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić, a ciągle powtarzane, zaczęły nawet brzmieć logicz­nie. Na deser dodajmy programy typu „Per­fekcyjna Pani Domu”, z których wprost wy­nika, że jeśli nie dajesz sobie rady, musisz zmienić sposób działania, swoją wydajność, ewentualnie możesz spróbować namówić kogoś do pomocy, choć odpowiedzialność pozostaje po Twojej stronie.
I dołóżmy jeszcze aplikacje w komórce, delikatnym dźwiękiem dzwoneczka mobi­lizujące do natychmiastowej odpowiedzi w „dymku”.

Korepetycje z odpoczywania
Mogłabym pomyśleć, że mam jakąś strasz­ną nadwrażliwość, przesadzam, że czuję się tym wszystkim nadmiernie przytłoczona i przymuszana do bezustannego działania… Na szczęście magazyn „Coaching” wydał ostatnio dodatek pod tytułem Lekcje odpo­czywania. Po jego lekturze wyraźnie widać, że problem jest wszechobecny (co mnie jeszcze bardziej przeraziło).

Warto pamiętać, że poczucie odpowiedzial­ności wzrasta, kiedy prowadzimy działal­ność gospodarczą. Dotyczy to szczególnie kobiet, tym bardziej, jeśli są również ma­mami. Będąc właścicielkami firm, pozosta­jemy w wielu relacjach, z pracownikami, klientami, dostawcami, mamy zobowiązania wobec państwa, a jeśli prowadzimy firmę rodzinną, sprawa komplikuje się dodatkowo o relacje zawodowe z mężem, rodzicami… Nauczone opiekowania się wszystkimi do­okoła, nieodmawiania i bycia grzecznymi, często bierzemy na siebie winę za niepo­wodzenia wszystkich dookoła, z trudem odmawiamy udzielenia pomocy ponad wła­sne siły i bardzo rzadko zdarza nam się o nią prosić. Statystycznie – mniej tego typu problemów dotyczy tzw. pokolenia Y, osób urodzonych po roku 1990, więc ewolucja i psychologia, na szczęście, idą w dobrym kierunku...
Nawet jednak, jeśli masz ponad 24 lata, są sposoby, dzięki którym łatwiej odnaj­dziesz się w tym naszym technologiczno­-informacyjno-obrazkowym świecie.

Nic nie musisz!
Klucz tkwi w uświadomieniu sobie, że to nasz wybór. Że od nas zależy przyj­mowanie tych wszystkich bodźców, a na­wet sposób reagowania na nie. W jed­nej z pierwszych książek, które czytałam w ramach rozwoju zawodowego (Najpierw rzeczy najważniejsze) Stephen R. Covey podaje dobry przykład: czytasz wieczo­rem książkę, w miękkim fotelu, przy swo­jej ulubionej lampce, kiedy ciszę przecina dzwonek telefonu dobiegający z drugiego pokoju. Jak zareagujesz? Większość z nas zerwie się na równe nogi. Dlaczego? Co się stanie, jeśli nie odbierzesz? Czy dzwoniący telefon decyduje w takiej chwili o naszym zachowaniu, czy to my sami o nim decydu­jemy? Ile z nas zasypia z komórką w ręku, a po wyłączeniu budzika przegląda pocztę?

W ostatnią sobotę usunęłam z telefonu aplikację Facebook. I po kilku dniach au­tentycznie odetchnęłam. Oczywiście napi­sałam o tym na swojej „ścianie”. Komen­tarze? „Dobry pomysł, też tak zrobię”, ale i „Chciałabym też tak móc” lub „Jak teraz będziesz chodzić z komputerem pod pa­chą”. Portale społecznościowe i wszelkie inne zdobycze teleinformatyczne mają za­lety nie do przecenienia, generalnie pozwa­lają nam być w kontakcie przy znacznie mniejszym wysiłku niż w czasach poprze­dzających ich powstanie. Czy jednak nie zawładnęły naszym życiem? Nie przymu­szają nas do tego kontaktu?

Pamiętam z dzieciństwa liczne filmy science fiction, w których roboty przejmują władzę nad Ziemią. Takie scenariusze zdają się po­woli stawać prawdą. Tyle tylko, że to nadal zależy od nas samych. Odebrać – oddzwo­nić później? Sprawdzić maila w telefonie – zaczekać na czas pracy przy komputerze? Siedzieć przed telewizorem cały wieczór – wybrać tylko jeden ulubiony program? Zabijać sygnały płynące z naszego organi­zmu, jak migrena, przeziębienie, poczucie przemęczenia, tabletką, kawą albo próbą zignorowania – czy pozwolić sobie na sła­bość, na chwilę przerwy, a kawę pić dla przyjemności? Ile kosztuje nas sekunda uważności podczas szykowania rano ka­napek, zamknięcie oczu i głęboki wdech, poczucie zapachu świeżego chleba z lokal­nej piekarni? To takie przyjemne!

Byłam na spotkaniu w centrum Warsza­wy, ciężko zaparkować, więc bez samo­chodu. Nieśpiesznie wracałam wieczorem do domu (to już jakiś sukces, prawda?). Aplikacja w komórce wskazała mi listę naj­bliższych odjazdów tramwaju i możliwości przesiadki wraz z czasem dojazdu i liczbą minut potrzebną na dojście do przystanku, a co za tym idzie – dokładnym czasem wy­ruszenia z miejsca, w którym akurat zloka­lizował mnie GPS. I poszłam. Traf chciał, że pomyliłam przystanki, a autobus odje­chał. I to było najlepsze, czym los mógł mnie obdarzyć. Szłam spokojnie wzdłuż Alej Jerozolimskich, do kolejnego przystanku, patrzyłam w okna knajpek, jak ludzie spę­dzają wspólnie czas, obserwowałam światła i neony, niewidoczną już prawie o tej porze palmę Joanny Rajkowskiej, a potem stałam na przystanku i gapiłam się na oświetlony Pałac Kultury… Bo zawsze przecież przyje­dzie kolejny autobus, Pałac Kultury, mimo kontrowersji wokół niego, stoi już długo i jeszcze pewnie trochę postoi… Niezależnie od tego, czy będę gonić autobus i ścigać się z przeciwnościami tego świata, czy spojrzę na nie ze stoickim spokojem, łagodnością i głodem pozytywnych emocji.

Trochę się rozmarzyłam, ale chcę zazna­czyć, że ćwiczenie bycia tu i teraz, zdecy­dowanie, czy pozwalam na siebie wpływać (nawet w takim codziennym, malutkim kon­tekście), zależy ode mnie. I warto sobie na to bycie dla siebie, czasem spóźnienie, czasem zwolnienie, po prostu pozwolić. Szczególnie kiedy prowadzimy własną fir­mę, bo, choć wydaje się to na pozór ła­twiejsze, z pewnością mózg przedsiębiorcy nauczony jest pracować na pełnych obro­tach, bez wytchnienia. I trudno mu zmienić tryb na relaks. A, jak wiemy, wydajność zmęczonej głowy spada. Odpoczywanie to dzisiaj ważna umiejętność.

Jak sobie pomóc?
Jest takie pojęcie, z którym można zaznajo­mić się np. na dobrych studiach menadżer­skich: work-life balance. Chodzi, ogólnie rzecz ujmując, o utrzymanie równowagi między życiem zawodowym i osobistym. W małej, jedno- lub kilkuosobowej, firmie bywa to najtrudniejsze. A jeśli weźmie­my pod uwagę firmy rodzinne, dochodzi mieszkanie ze wspólnikiem lub pracowni­kiem (albo i to, i to), więc szanse na utrzy­manie równowagi maleją.

Firmy rodzinne mają mnóstwo zalet, jestem o tym przekonana, jednak warto bacznie śledzić proporcje między pracą a odpo­czynkiem, szczególnie pracą „ukrytą” (np. układam puzzle z dzieckiem, ale myślę o za­płaceniu VAT-u).
Świadomość to pierwszy krok. Drugi – to rozdzielenie kasy – oddzielne konto firmowe, osobno prywatne. Oczywiście to prywatne trzeba regularnie zasilać, a je­śli, nawet okresowo, zmniejszamy wpływy do domowej skarbonki, pamiętajmy, by sta­rać się nie zmniejszać ich poniżej założo­nego poziomu. Jeśli tak się dzieje, to znak, że może inwestujemy w firmę nie tylko więcej gotówki, ale także swojego czasu. Można pracować z pasją i pełnym zaanga­żowaniem, jednocześnie dbając o czas wol­ny. Zapewnienie sobie odpoczynku wręcz poprawia jakość pracy.

Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o sentencji „Jesteś tym, co jesz”. W planie dnia po prostu musimy uwzględnić dobrej jakości zbilansowane jedzenie, naturalne składniki i czas na posiłki. Dieta oparta wyłącznie na ciastach z własnej pracow­ni cukierniczej (choćby najwspanialszych), niestety, na dłuższą metę się nie sprawdzi.

Kolejna ważna sprawa to nauczyć się od­poczywać. Zaleźć sobie coś, co potrafi nas pochłonąć w 100 procentach. Sądzę, że dla większości dekoratorów będzie to jakiś ro­dzaj rękodzieła, dla innych – czytanie ksią­żek, sport, bieganie, (specjaliści polecają wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu), jed­nym słowem – zapomniane, trochę śmiesz­ne, słowo „hobby”. Dla mnie taką odskocznią stała się ceramika. Gorąco polecam! Glina ma długi proces technologiczny, jest bardzo wrażliwa – pęka w zasadzie na każdym eta­pie tworzenia (nie da się myśleć o niczym innym), pozwala się realizować artystycznie i kreatywnie, a przy tym na masach ce­ramicznych i szkliwach można zastosować większość technik dekoratorskich. Do mo­jej maleńkiej pracowni w garażu nikt nie ma wstępu. To mój azyl, moje Honolulu.

Dlaczego Honolulu? To określenie zawdzię­czam Babci Wandzie, która zajmowała się utrzymaniem domu, więc, można by po­wiedzieć, że była w pracy non stop. Jednak nie. Zawsze około 16:00 przebierała się w elegancki strój (uwielbiała modę) i była gotowa na ewentualne przyjęcie niezapo­wiedzianych gości. Często siedziała przy kuchennym stole, ze swoim kubkiem w gro­chy pełnym kawy „po turecku”, i podziwiała przedszkolne występy wnuków. Sto pro­cent uważności. Nie biegała po kuchni, nie kroiła nerwowo marchewki, tylko siedziała i patrzyła… Niby nic, a jakie to dziś wydaje się trudne. Kiedy potrzebowała chwili dla siebie, po prostu oznajmiała: „Teraz pro­szę mi nie przeszkadzać, jadę do Honolu­lu”. Siadała z „Kobietą i Życiem” – i była w Honolulu.

Moja Babcia miała wspaniałe, naturalne sposoby, żeby oddzielić czas pracy od czasu odpoczynku (wiele na temat czasu, który rządzi ludzkością od momentu wynalezie­nia zegarka pisze autor w książce Pochwa­ła powolności). Oczywiście można ze mną polemizować, że skoro zajmowała się tyl­ko domem, a nie miała jeszcze na głowie własnej firmy, to łatwo mi pisać… Prawdą jest, że życie w PRL-u nie wymagało takiej wielozadaniowości, praca dawała większą stabilizację, a w telewizji nie było reklam. Nadal jednak podejmujemy własne wybory.

Kiedy już nauczymy się, że można sobie odpuścić, warto też znaleźć metody na or­ganizację pracy. Sposoby, które pozwolą nam zostawić pod koniec dnia czyste biurko i „zresetować” umysł. O organizacji pracy i produktywności powstało już tyle tekstów i tyle metod, że mamy z czego wybierać, możemy też tworzyć własne hybrydy i mo­dyfikacje. Ja wspomnę tylko o rozwiązaniu Davida Allena opisanym w książce Getting Things Done, które sprawdza się w moim przypadku. Zakłada ono, że żeby pozbyć się obciążających nasz umysł „otwartych pętli” (niedokończonych spraw), trzeba stworzyć zewnętrzny system, w którym będziemy je mogli umieścić. System POZA naszym umysłem, na tyle godny naszego zaufa­nia, że pozwolimy sobie z niego korzystać.

Nauczmy się odpoczywać. Kolejne zadanie do wykonania? Wiem, że to trudny proces. Jednak w trakcie realizacji wszystkich pla­nów, które musimy wdrożyć, wobec prze­ciwności, z którymi musimy się zmierzyć na drodze do chwili niczym niezmącone­go odpoczynku… Pamiętajmy, że możemy wściekać się na autobus, który odjechał, lub – w oczekiwaniu na kolejny – gapić się na Pałac Kultury.

Agnieszka Klimczak, tortownia.pl

   
 

Jeśli, Drogi Czytelniku, chcesz poszukać argumentów świadczących o tym, że warto odpoczywać, a także metod na regenerację sił we współ­czesnym świecie, polecam sprawdzone publikacje, do których warto zajrzeć:
• „Coaching Extra” 2/2014: Lekcje odpoczywania
Stephen R. Covey: Najpierw rzeczy najważniejsze
Katarzyna Miller: Nie bój się życia
Carl Honoré: Pochwała powolności
Marcin Fabjański: Stoicyzm uliczny
Jörg Zittlau: Gandhi dla menedżerów

 

 

Agnieszka Klimczak - założycielka i właścicielka tortownia.pl, pasjonatka słodkiej kuchni i artystycznego dekorowania. Ukończyła szereg specjalistycznych szkoleń cukierniczych w Wielkiej Brytanii, a także studium podyplomowe Mazowiecka Akademia Firm Rodzin­nych (Family Business Academy) w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Bieżące wydanie czasopisma

Jaki krem do przekładania, a jaki do tynkowania tortu? Od czego zacząć wegańską rewolucję w cukierni? Co to jest crookie? I czym się różnią świderki Ice Dream Team?

  • Wykup prenumeratę
  • Wspieraj twórczość

  • Zobacz więcej
    Bieżący numer

    Polecamy przeczytać

    Aktualny numer Mistrza Branży, zobacz online lub pobierz PDF >>

    Mistrz Branży

    Maszyny i urządzenia do produkcji