czym jest Mistrz Branży

Mistrz Branży Portal dla piekarzy, cukierników i lodziarzy

Kontakt

Redakcja oraz dział marketingu "Mistrza Branży"

ul. Klimczoka 9
40-857 Katowice
tel. +48 32 729 96 80
fax +48 32 729 96 70 lub +48 32 790 40 90
(reklama)
(sprawy redakcyjne)
(sprawy związane z portalem)

Artykuł

Od blogera do chocolatiera 0

dodano ,Redakcja AU

Czekolada, to dla niego synonim prawdziwego cukiernictwa. To dla niej zamontował w domu rodzinnym ogromną zamrażarkę, uczył się zamszowania do 4 nad ranem i 3 razy składał CV do Akademii Czekolady. Dziś może z dumą powiedzieć o sobie, że dołożył do polskiego nowoczesnego cukiernictwa swoją ciężko wypracowaną cegiełkę.

Aurora: Pamiętam, gdy pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga (Patryk i czekolada, przyp. red.) i oniemiałam! Nie tylko dlatego, że to był niespotykany poziom, ale też dlatego, iż zrobił to wszystko samouk! Jak doszedłeś do tego wszystkiego?

Patryk Szczepański: To była dość długa i niełatwa droga… Rzeczywiście byłem w dużym stopniu samoukiem, ale miałem solidne cukiernicze podstawy. Zdobyłem je jednak dość przypadkowo, bo tak naprawdę uczyłem się zawodu menagera usług gastronomicznych.

 

Przykładowa praca z bloga "Kumple i czekolada"


Niech zgadnę - lubisz słodkie i stąd wybrałeś cukiernię, zamiast kuchni!

Cóż, prawdą jest, że w moich żyłach zamiast krwi płynie glukoza, bo słodzę herbatę 5 łyżeczkami cukru. Ale to nie dlatego trafiłem na praktyki cukiernicze. Być może nie zabrzmi to najlepiej, ale wybierając rodzaj praktyk miałem po prostu nadzieję na to, że spędzę je w miłej atmosferze nie męcząc się zanadto. Z opinii kolegów dowiedziałem się, że świetny klimat jest na sekcji cukierniczej w sopockim Hotelu Haffner. I tak też właśnie tam trafiłem.

Rzeczywiście było tak jak obiecywali koledzy?

Jak to na praktykach było sporo zmywania i sprzątania. Ale rzeczywiście w świetnej atmosferze. A przede wszystkim w gronie świetnych ludzi. Jednak jednego koledzy mi nie powiedzieli - jak świetne cukiernictwo tam się robi! To było dla mnie prawdziwe odkrycie! W ciągu 4 tygodni, które tam spędziłem, poznałem nie tylko podstawy branży, ale połknąłem cukierniczego bakcyla. Nieoceniony udział miał w tym Michał Wiśniewski, który wprowadził mnie w świat wysokiego cukiernictwa.

 


A więc to była pasja od pierwszego wejrzenia!

Rzeczywiście obudziła się we mnie ogromna pasja. Ale wdrażałem się w to wszystko powoli. W końcu to była dopiero szkoła średnia i miałem mnóstwo różnych pomysłów w głowie (śmiech). Byłem też zafascynowany wspinaczką i również mnie pochłaniało. W końcu jednak zwolniło się jedno miejsce w hotelu i tak oto wskoczyłem na to miejsce. 2 i pół roku minęło mi na intensywnym szkoleniu i chłonięciu wiedzy. Ta wiedza ukształtowała całą moją dalszą karierę.

Co się stało po tym 2 i pół roku?

Zwyczajnie miałem apetyt na więcej. Po jakimś czasie pracy w hotelu odczułem, że chcę wejść w ten świat głębiej. Zacząłem więc po pracy własne poszukiwania. Godzinami szperałem w internecie. Chciałem poznać oblicze światowego cukiernictwa. Przypadkowo wpadałem na różne nazwiska. Jednym z nich był Ramon Morato, za którego sprawą odkryłem hiszpańskie spojrzenie na cukiernictwo. Drążyłem więc temat, jedno nazwisko prowadziło mnie dko kolejnego… Dowiedziałem się, że są nawet specjalistyczne publikacje mistrzów. Od natychmiastowego kupna powstrzymywała mnie jedynie cena. Na tamte czasy jedna książka za 300-400 zł to była dla mnie abstrakcja! Zwłaszcza, że była napisana skomplikowanym językiem i to po angielsku! Mimo to wiedziałem, że muszę ją mieć! Na szczęście mój tata tak dużo nasłuchał się ode mnie o tym wszystkim, że postanowił zainwestować w moją pasję. I sprezentował mi pierwszą książkę. To była publikacja o czekoladzie i dekoracjach czekoladowych autorstwa Jean Pierre Wybauw.

 


Potrafiłeś z niej skorzystać?

I nie tylko z niej. Zacząłem intensywnie ćwiczyć to, o czym czytałem. Zwolniłem się z hotelu i zacząłem pracować w pewnej kawiarni w Gdyni. Eksperymentowałem tak często, że po pewnym czasie przestało się to podobać mojemu pracodawcy. Krzywym okiem spoglądał na moje poczynania. A ja jako że nie miałem ochoty zwalniać, zwolniłem się i stamtąd i sam stworzyłem sobie miejsce do rozwoju.

Otworzyłeś własną pracownię?!

Nie, stworzyłem własnego bloga! Tak powstał mój projekt, od którego zaczęliśmy rozmowę - Patryk i Czekolada. Wtedy dopiero odczułem, że w końcu mogę robić totalnie to, na co mam ochotę. Zacząłem też odpowiednio się uposażać, np. kupiłem sobie kompresor w Castoramie. i mikrofalę, która co chwilę się psuła... Mimo to byłem absoutnie tym wszystkim zafascynowany. A motywacji dodawał mi fakt, że blog z każdym dniem stawał się coraz bardziej popularny. I nikt nie podejrzewał, że wszystko, co tam publikuję powstaje w mojej domowej kuchni. I sam sobie jestem fotografem.

Czyli zaczął się etap bycia samoukiem.

Miałem mnóstwo nauczycieli, tyle że mówili do mnie z książek. W pewnym momencie posiadałem ich już ok 50-60. To były bardzo dobre publikacje o czekoladzie i nowoczesnym cukiernictwie. Ja wręcz modliłem się nad nimi… Potrafiłem do 4 nad ranem siedzieć nad pralinami - studiując wiedzę, a potem ćwicząc w mojej kuchni. Całe szczęście, że moja żona ma twardy sen i nie słyszała w nocy włączonego kompresora.

I do tego wyrozumiała!

Tak, zwłaszcza, że nie miała też nic  przeciwko, gdy zapytałem czy możemy do naszej kuchni wstawić ogromną do niczego nie pasującą zamrażarkę (albo raczej skrzynię mrożącą), bym mógł nadal próbować nowych rzeczy.

Podejrzewam jednak, że z samej pasji nie da się wyżyć…

Część rzeczy, które robiłem sprzedawałem. Byłem wtedy tak mocno przejęty, że gdy któryś z moich klientów zgłaszał uwagi, byłem gotów oddać pieniądze (śmiech). Teraz wiem, że klienci są różni… Zacząłem też pracę w kilku innych hotelach, w tym świetnym Hotelu Hilton, gdzie też sporo się nauczyłem. Dzięki blogowi zacząłem pojawiać się w czasopismach branżowych.

Mój apetyt ciągle wzrastał. Dlatego zacząłem jeździć na szkolenia do Akademii Czekolady. Tam poznałem drugą najważniejszą w mojej karierze osobę - Krzysztofa Ilnickiego. Zaimponował mi swoją wiedzą oraz prawdziwą pasją do czekolady.

 


Byłeś uczniem łódzkiej Akademii, a teraz po niedługim czasie sam uczysz innych.

Brzmi prosto, ale nie było łatwo zdobyć tą posadę. Aplikowałem w sumie trzy razy. Na rozmowę zostałem zaproszony dopiero wtedy, gdy do CV dołączyłem bogatą kolekcję zdjęć z bloga. Obecnie mijają już dwa lata odkąd tam pracuję - robimy najróżniejsze szkolenia, więc nie ma tu mowy o nudzie.

Jest jednak pewien minus posiadania przywileju pracy w Akademii, mianowicie nauczyciel nie może wziąć udziału w najważniejszym czekoladowym konkursie świata, czyli World Chocolate Masters. Jak się z tym czujesz?

Nie ukrywam, że udział w finale tego konkursu był moim wieloletnim marzeniem. Gdy zobaczyłem jak to wygląda w praktyce odeszła mi ochota. Przyglądając się udziałowi Łukasza Anioła zrozumiałem, że to nie tylko twój talent  i praca, ale też ogromne zaangażowanie wielu różnych osób, a także jeszcze większa inwestycja finansowa. Nie mniej mocno kibicuję Michałowi Iwaniukowi i przyznam, że znowu odżyła we mnie ta ochota na tytuł World Chocolate Masters.

 


Czyżbyś więc planował za kilka lat zrezygnować z funkcji nauczyciela i otworzył coś swojego?

Kto wie… to może być za 4 albo i za 10 lat. Wiele osób zachęca mnie do otwarcia własnej cukierni. Ale to ogromna odpowiedzialność, do której podjęcia ja nie czuję się do końca gotowy… Wiem, że nie mam jeszcze tych wszystkich umiejętności, które chciałbym mieć. Jeśli otworzę coś swojego to to musi być na 120%.

Nie zanudzisz się do tego czasu?

Nie da się zanudzić czekoladą! Poza tym moim konikiem jest wiedza, a tą można zgłębiać coraz bardziej i bardziej. Każdy detal. Gdy coś robię, muszę wiedzieć czemu tak się dzieje. Co z czego wynika. To pozwala dojść do upragnionej perfekcji.

I dorównać mistrzom, od których się niegdyś uczyłeś?

Myślę, że my - polscy cukiernicy - już wreszcie dogoniliśmy naszych zagranicznych kolegów. I to jest największy fenomen w mojej karierze. Jestem dumny z tego, że uczestniczę w tym przełomowym momencie, w którym możemy powiedzieć, że mamy naprawdę świetnych zawodników naszej branży na światowym poziomie. Nieraz, gdy jadę gdzieś za granicę i próbuję różnych słodkości mam wrażenie, że w Polsce zjadłbym coś smaczniejszego.

 


I to bardzo optymistyczne zakończenie naszej rozmowy! Dziękuję za poświęcony mi czas i życzę wielu czekoladowych sukcesów!

Akademi Czekolady >>> KLIK!

Blog Kumple i Czekolada >>> KLIK! 

Dodaj swój komentarz
 

Zaloguj się lub dodaj swój komentarz jako gość. Nie posiadasz konta? Zarejestruj się.

 

Polecamy przeczytać

Przejrzyj online Katalog reklam lub ściągnij na dysk (aktualny) PDF >>

Kategorie

Maszyny i urządzenia do produkcji

Pozostałe